2018/04/28

Co zjeść w Tropei, czyli nadmorska feta w Kalabrii

Czym brzmi dla Was Kalabria? Dla mnie nie brzmiała niczym szczególnym, do póki nie poczytałem o jej pachnących bergamotkach, słodkich bakłażanach i pikantnych papryczkach. Bo to już brzmi smacznie, prawda?


Przyznaję się bez bicia: najdalej na południu Włoch byłem dotąd w Rzymie i ani trochę niżej. Neapol od dawna chodzi mi po głowie (to za chwilę!),a o Sycylii to już w ogóle marzę od nie wiem kiedy, ale wiecie, jakoś ciągle nie było okazji. No ale zachciało mi się do Włoch, rozejrzałem się za biletami i tak – dość przypadkiem – trafiłem do Kalabrii. I kolejny raz w życiu kompletnie straciłem głowę dla miejsca, do którego wcale nie planowałem jechać. Tropea, bo o niej oczywiście mowa, okazała się wymarzonym kierunkiem na krótki wypad, wydłużony weekend, włoską wyżerkę albo po prostu wycieczkę na kawę i lody – wybierzcie, co Wam bardziej leży. Nieduża, zawieszona na klifie nad nieprzyzwoicie turkusowym morzem, z uroczą, niewielką plażą, pięknymi starymi kamieniczkami, wyluzowanymi Włochami i niemałą furą dobrego jedzenia. Do odwiedzenia Tropei nie będę Was namawiał – niech zrobią to zdjęcia. Ja za to powiem Wam, czego powinniście w Tropei spróbować.  I koniecznie zróbcie to w Ristorantino Nino e Marcella. Gotowi?


1. Nduja
Pikantna, miękka kiełbasa, którą łatwo rozsmarujecie na pieczywie i zjecie jako antipasto albo też w daniu głównym (o tym niżej). Ostrość pochodzi od słynnych kalabryjskich papryczek, które – uwaga – dają po języku. Przyjemna sprawa, zwłaszcza na świeżym chlebie i z lampką chłodnego wina.


2. Cipolla rosa di Tropea
Czyli soczyście czerwona cebula, z której słynie Tropea i okolice. Słodka i delikatna, możecie zjeść na różne sposoby: smażoną w krążkach, na pizzy (też usmażoną), na świeżo w sałatce, w sosie do steka z tuńczyka, w pikantnej potrawce z bakłażanów albo zeszkloną z makaronem. No i zobaczycie ją na każdym rogu.


3. Bakłażany
Kalabria słynie z czerwonych, okrągłych bakłażanów (zwykłe fioletowe też są). Słodkie i soczyste świetnie wypadają w pikantnej potrawce, ale spisują się też na medal w warzywnej zapiekance posypanej lokalnym pecorino. Mellanzana alla parmigiana bardzo się poleca!


4. Filej
To popularny rodzaj pasta fresca, czyli świeżego makaronu w formie jędrnych, grubiutkich ruloników. Cudownie się żuje i syci, a jeśli zdecydujecie się na opcję z cipollą i ndują, załatwicie trzy lokalne smaki za jednym razem. Smacznie i ekonomicznie.


5. Scialatelli
Jeszcze jeden rodzaj lokalnego, świeżego makaronu. Przypomina trochę spaghetti (którego używa się czasem jako zamiennika), ale nitki są krótsze, dużo grubsze, a w przekroju kwadratowe. Koniecznie spróbujcie w niezwykle popularnej na kalabryjskim wybrzeżu wersji z małymi sardynkami (alici locali), rodzynkami i orzeszkami pinii. Obłędne i nie przesadzam.


6. Sery
Spróbujcie przede wszystkim caciovallo – delikatnego, słodkiego i kremowego, o charakterystycznym kształcie łezki (dojrzewa zawieszony w woreczkach, więc to zasługa grawitacji), ale też lokalnego pecorino z okolic Crotone: jest kruchy, aromatyczny i delikatnie ostry, jak na dobre pecorino przystało. 


7. Papryczki
Z których słynie Kalabria. Krótkie, grubiutkie i ostre, możecie kupić świeże, suszone (świetne na pamiątkę i do gotowania po powrocie) albo zjeść w co drugim kalabryjskim daniu. To dzięki nim nduja jest pięknie czerwona i pikantna. W zasadzie szanse, że ich nie znajdziecie w którymś z dań w Tropei, są niewielkie.


8. Tartufo
Klasyczny i chyba najbardziej popularny deser z Kalabrii (a dokładnie z Pizzo), który będzie do Was krzyczał z szyldów gelaterii w całej Tropei. I nie ma się co opierać, bo to małe lodowe cudo – a dokładniej trufla. W wersji classico znajdziecie lody czekoladowe, waniliowe i schowany pod nimi sos czekoladowy. Spróbujcie też tartufo pistachio, bo to kompletny włoski odlot: lody pistacjowe, waniliowe, sos pistacjowy i cudownie chrupiąca, pistacjowa otoczka.


9. Bergamotto
Kalabria ma dużo więcej likierów niż cytrynowe limoncello: znajdziecie tu amaro del capo (ziołowy likier na trawienie), fiocchietto (likier z kopru włoskiego) albo lukrecjowy (lukrecja jest tu z resztą niezwykle popularna, zwłaszcza w formie cukierków, żelek albo po prostu kawałka suszonego korzenia do gryzienia), ale jeśli mielibyście wybrać jeden, niech będzie to bergamotto. Kalabria słynie z upraw bergamotek, więc każdy fan herbaty earl grey polubi to słodkie cudo - bardzo bardzo. 


10. Wino
Historia kalabryjskiego wina jest dość zabawna (albo smutna?) po przez lata było ono wywożone na północ Włoch i sprzedawane pod tamtejszymi banderami. Trochę jak z kalabryjską oliwą (która stanowi, uwaga, prawie 25% całej włoskiej oliwy!), mieszaną z innymi poza Kalabrią: pili, a nie wiedzieli. W końcu ktoś powiedział basta i zaczął wina sprzedawać sam. Sięgnijcie po którąś butelkę z winnic Ippolito (ale koniecznie z dopiskiem „1845”), Statti albo Librandi, a będziecie bardzo zadowoleni. Z ciekawostek: te wina zdobywają regularnie włoskie nagrody winiarskie.


11. Gelato
Więcej mówić nie trzeba: w końcu to Włochy. Jeśli macie ochotę na bardziej lokalny smak, spróbujcie przypominającej zabaglione crema reggina z południa Kalabrii. 


12. Cannoli
Zgoda, to wynalazek sycylijski, ale to już tak blisko stąd, że dlaczego nie? Poza tym w kuchni Nino e Marcella Ristorantino szefuje Sycylijczyk, więc autentyczny smak jest gwarantowany.


JAK JECHAĆ: Bardzo łatwo – 1) Liniami Ryanair do Lamezia (zapłaciłem 150 zł w obie strony), 2) autobusem lotniskowym na stację kolejową Lamezia Terme Centrale (2 euro, co 30 minut) i 3) pociągiem regionalnym do Tropei (od 4.20 euro w jedną stronę, bilety kupicie w automacie na stacji albo przez Internet). Ze stacji do centrum 10 minut wolnym spacerem.

WARTO WIEDZIEĆ: Każdego roku w Tropei mają miejsce 3 wielkie wydarzenia – spodziewajcie się więc małych tłumów, ale i masy nowych smaków (w końcu każdy festyn to wydarzenie kulinarne): 3 maja przypada Tri da Creuci, 23 marca coroczny festyn miejski z wielkim targiem, a w drugiej połowie września Tropea Blues Festival (dokładne daty na www.tropeablues.com) 

GDZIE SPAĆ: W historycznym centrum, bo wszystko będziecie mieli pod ręką. Jeśli zależy Wam na ładnym i bardzo wygodnym pokoju z szałowym balkonem z pięknym widokiem, spójrzcie na Town House Tropea, który mnie gościł. Miło, elegancko, na dachu jest świetny taras z leżakami i prysznicem, w oknach okiennice (przydatne, jeśli lubicie spać w całkowitej ciemności), a do plaży tylko 5 minut spacerem. A jeśli powiecie, że przeczytaliście o nich u mnie, dostaniecie w prezencie zniżkę – napiszcie maila na thtropea@gmail.com. Tu macie kilka zdjęć.

A więcej informacji praktycznych (również po okolicy) znajdziecie u PizzaGirlPatrol - zajrzyjcie!










więcej o mnie