2021/03/26

Gdzie jeść i pić w Lizbonie? Moje TOP 19 miejsc

Lizbona jest okrutnie smakowita i naprawdę nie przychodzi mi do głowy inne miejsce, w którym ostatnio tak smacznie jadłem. Wasz przyjazd tu będzie udany tak czy inaczej, bo to wspaniałe miasto, ale może też być BARDZO SMACZNY. Łapcie trochę podpowiedzi!

MERCADO DE RIBEIRA

Multifoodowa sztos miejscówka, niepokonana, jeśli wziąć pod uwagę liczbę rzeczy, jakich można tu spróbować. Dawna hala targowa została przerobiona na wielki foodcourt naładowany świetnymi knajpkami (zamawiacie w wybranej knajpie i siadacie przy dowolnym stoliku). Nastawcie się na całą masę smacznych opcji, za równo tradycyjnych, jak i bardziej fusion i nowoczesnych. Są tu też stoiska/knajpki ze słodyczami (lody, ciastka, pastéis de nata) i bary ze świetnym wyborem portugalskich win. Warto zwrócić też uwagę na północną ścianę hali, na której umieszczono restauracje znanych portugalskich szefów kuchni – możecie tu popróbować restauracyjnych dań w trochę luźniejszej atmosferze. Gdyby ktoś mi powiedział, że spędzi w Lizbonie tylko parę godzin, wysłałbym go tu – po cały przegląd portugalskiego jedzenia. Lubię bardzo! [INFO]


BAIRRO DO AVILLEZ

José Avillez to portugalska gwiazda kulinarna – szef kuchni, który zasłynął swoim talentem do gotowania i biznesu, bo liczba zakładanych przez niego restauracji ciągle rośnie (a najbardziej znana z nich, Belcanto, znalazła się nawet w rankingu 50 najlepszych restauracji na świecie). Zatem sprawa ma się tak: u Avilleza zawsze dobrze zjecie. Jego lizboński koncept Bairro do Avillez to bardzo ciekawe miejsce, które łączy cztery pozornie różne miejsca: tawernę – świetną na lunch i szybki posiłek z naciskiem na sezonowane mięso i świetne sery (jest tu przeszklona lada, a której możecie też kupić coś na wynos), Páteo – serwującą ryby i owoce morza, Pizzaria Lisboa – z rewelacyjną pizzą oraz Mini Bar – interesująca przestrzeń na koktajl i ciekawe mini danie (albo całe mini menu degustacyjne). Ciekawostka: klimat całego kompleksu w kamienicy w sercu Lizbony jest utrzymany w stylu tradycyjnego portugalskiego miasteczka. [INFO]


TAGIDE

Restaurante Tágide ma bardzo ciekawą historię: w 1950 - w XVIII-wiecznej kamienicy w sercu dzielnicy Chiado - otwarto klub. Szybo stał się on bardzo gorącą miejscówką, w której występowały portugalskie i międzynarodowe gwiazdy. Ponad 20 lat później postanowiono przemienić Tágide w ekskluzywną restaurację i w 1973 - przearanżowaną, ozdobioną XVIII-wiecznymi kafelkami azulejos i XVII-wiecznymi kamiennymi fontannami - otwarto ją dla pierwszych gości. Sztos był tu od początku, bo już w 1982 Tágide otrzymała gwiazdkę Michelin, którą utrzymała aż do 1992. W końcu "Tágide" oznacza mitologiczną nimfę i szefowie kuchni nęcą i mącą tu tak jak nimfy kręciły w życiach mitologicznych bohaterów. Nastawcie się na bardzo dużo ciekawych smaków i zaskakujące dania. Na przykład? Na przykład na carpaccio z żabnicy z grzybami shitake, na egzotyczną polędwicę z czarną fasolą, ananasem i sosem pipian verde (meksykańska pasta z pestek dyni i zielonych papryczek) albo milfeja - odpowiednik naszej napoleonki - z musem z pigwy i domowymi lodami waniliowymi. OMG, serio Wam mówię. Możecie zamawiać z karty albo wybrać menu degustacyjne za 59 EUR. [INFO]


PINÓQUIO

Miejscówka, która od 1982 serwuje najlepsze ryby i owoce morza – jeśli macie ochotę na coś z wody, to jest place to be. Klimacik jest dość zabawny, bo ekipa kelnerska zdaje się dobrze pamiętać najwcześniejsze dni Pinóquio’a – starsi panowie w białych koszulach i kelnerskich przepaskach przenoszą w czasie! Fajne - choćby po to, żeby popatrzeć, jak wygląda prawdziwa sztuka kelnerska. A jak się napatrzycie, spróbujcie kultowej Paelha à Pinóquio (paelli z homarem, krewetkami, małżami, kałamarnicą i żabnicą), Açorda de Marisco (ciekawego gulaszu z chlebem i owocami morza) albo po prostu portugalskiej klasyki: Amêijoas à Bulhão Pato – małych muszelek w sosie z czosnku, wina i świeżej kolendry. [INFO]


THE DECADENTE

Piękna miejscówka, którą wyhaczyłem przez okno i w której spotykają się dwa na pozór różne światy – tradycyjne portugalskie smaki z grilla objawiają się tu w wibrującym klimacie wielkiego miasta, w modny i elegancki, ale kompletnie wyluzowany sposób. To wymarzone miejsce na kolację zaraz po zachodzie słońc: zwłaszcza, że vis a vis znajdziecie jeden z przyjemniejszych punktów widokowych w mieście - Miradouro de São Pedro de Alcântara. Menu jest na wskroś portugalskie – za równo pod kątem smaków, jak i technik przygotowania dań i zmienia się dość często, by jak najlepiej wykorzystać sezonowość składników. Te z kolei wykorzystuje się w The Decadente zgodnie z podejściem zero waste, czyli do cna – jeśli jakieś ich części nie lądują na talerzu, to możecie być pewni, że zostały wykorzystane na przykład do bulionów albo sosów. Do tego najlepsze portugalskie wina, koktajle z alkoholami w 100% pochodzącymi z Portugalii – w tym z winem porto - i ciekawe domowe sangrie. [INFO]


A CEVICHERIA

Lizboński raj dla fanów ryb i owoców morza. Pierwsza w oczy rzuci się Wam… ośmiornica. Wielka, wisząca pod sufitem, oplatająca mackami cały lokal. Na talerzu spodziewajcie się kolorów, tekstur i nieprzyzwoitej estetyki, która wręcz hipnotyzuje i powstrzymuje przed chwyceniem za widelec. Połączenia smaków są bardzo oryginalne, a inne dania z karty nie ustępują tytułowemu ceviche i też warto ich spróbować. No i nie zapomnijcie o pisco sour! Nic nie łączy się z ceviche lepiej niż ten peruwiański koktajl. [INFO]


LUPITA PIZZARIA

Małe cudo, w którym pierwsze skrzypce gra wielki, błyszczący miedzią piec do pizzy, a dopiero potem kilka rozrzuconych jakby niedbale stolików i stołków w kolorze portugalskiego nieba. Stołków z resztą możecie nie doświadczyć, bo pizzę z Lupity zjada się często stojąc na chodniku przed przeszklonymi ścianami lokalu. Jeśli tak wyjdzie, wsadźcie do środka głowę choćby tylko po to, żeby spojrzeć na piękny sufit ze starymi stiukami. W menu bardzo kreatywnie, bo na placku możecie znaleźć na przykład pieczony korzeń selera, sardynki, portugalską kaszankę lub pastrami, ziarna sezamu, skórkę cytrynową albo pesto z orzechów i rodzynek. Sztosiczek! [INFO]


PRADO

Piękne, jasne, proste wnętrze, które za świetną kuchnię wyróżnił przewodnik Michelin. Nowocześnie i casualowo, w oparciu o koncepcję „z pola na stół” – najważniejsza jest tu sezonowość oraz świeżość i lokalne pozyskiwanie składników, więc nastawcie się na menu zbudowane wokół tego, co w danym momencie w Portugalii najlepsze. Zero nudy, wdzięcznie i kreatywnie, o czym niech świadczy na przykład taki deser: słodki ziemniak + wędzone lody + miód. Trzeba tu być. [INFO]


PHARMACIA

Miejsce w ścisłej czołówce restauracji, które zaskakują. Mieści się w budynku Associação Nacional de Farmácias i wygląda jak… apteka. Trochę jak pałac, a trochę jak biało-zielona, lekko obskubana z farby retro apteka, w której w nieskończoność możecie zawieszać oko na metalowych apteczkach, starych wagach czy fiolkach z dziwnymi specyfikami. Restauracji szefuje znana z portugalskiego Top Chefa Susana Felicidade, więc w menu (inspirowanym południowym regionem Algarve) spodziewajcie się równie ciekawych, mocno portugalskich smaków. Bonus: restauracja ma uroczy ogródek, przed którym rozciąga się jeden z moich ulubionych tarasów widokowych w mieście. [INFO]


LAPO

„Koncerty, pokazy i sztuki wizualne. Piwa rzemieślnicze, wina narodowe, koktajle filozoficzne i portugalska kuchnia”. Tak o sobie mówi Lapo i ta kolejność jest nieprzypadkowa, bo zmysł smaku będziecie tu pieścić jako ostatni - ale wciąż w bardzo przyjemny i stymulujący sposób. Wpadnijcie na talerz Açorda de Gambas (tradycyjnego „gulaszu” chlebowego z wielkimi krewetkami) i kieliszek aromatycznej, lekkiej czerwieni z regionu Tejo, a potem zróbcie zakupy w atelier (propsuję świetne t-shirty). [INFO]


CASA DO ALENTEJO

Rozłoży Was na łopatki, bo w wąskiej lizbońskiej uliczce moglibyście się spodziewać różnych rzeczy, ale nie zachwycającego, mauretańskiego pałacu. Casa do Alentejo to instytucja, która powstała, by chronić i kultywować kulturę społeczności z regionu Alentejo. To wielofunkcyjna przestrzeń kulturowa (warta odwiedzenia dla samej siebie!), w której znalazły się też tawerna oraz ekstremalnie klimatyczna restauracja - świetne miejsca, by spróbować smaków z Alentejo. [INFO]


WINO I KOKTAJL

BY THE WINE

Winiarnia i restauracja – bez przesady można powiedzieć, że bardzo znana i poważana - w której spróbujecie najlepszych win z różnych części Portugalii i zjecie rewelacyjne jedzenie. Wpadnijcie tu na kolację z winem albo na wino z przystawkami. Na przykład? Na carpaccio de polvo, czyli z ośmiornicy, na filet z sardynek z czerwoną cebulą i kolendrą albo deskę obłędnych serów z Azeitão na południe od Lizbony – nie pożałujecie. [INFO]


TOPO

To trzy najgorętsze w mieście miejscówki na kieliszek wina albo koktajl i szybką przekąskę. Wielkomiejsko, kolorowo, świetna muzyka i piękni ludzie – ja w TOPO rozpocząłem swój trip (rzuciłem tylko walizkę w hotelu i pobiegłem na kieliszek świeżutkiego vinho verde i tacosy z krewetkami i awokado) i Wam też polecam to zrobić. Na dachu TOPO Martim Moniz poczujecie neonowe wibracje wielkiego miasta, a na tarasie TOPO Chiado – otoczonym portugalskimi kamienicami – klimat starej Lizbony w nowych, modnych ciuszkach. Przesuperancko. [TOPO]


PARK BAR

Przekozacki wynalazek, który odkryłem swojego ostatniego wieczora w Lizbonie. Rooftop bar na dachu… parkingu. Kawę albo koktajl możecie więc sobie sączyć patrząc na zachodzące nad miastem słońce. Wejście jest dość komiczne (szukajcie wielopoziomowego parkingu przy ulicy Calcada do Combro 58), a sygnalizuje je prowizoryczny znak – nie dajcie się zwieść, wąskie parkingowe schody do dobra droga! [INFO]


QUIOSQUE RIBEIRA DAS NAUS 

Nie ma w mieście lepszego miejsca na kawę, koktajl czy kieliszek wina. Po prostu nie ma. W słońcu, przy samej rzece, zupełnie jakby nad morzem, bo zapach oceanu czuć tu naprawdę wyraźnie. Zajmijcie jeden z wielkich, wygodnych leżaków, wyciągnijcie nogi na murku i chłońcie Lizbonę. KOCHAM. [INFO]


QUIOSQUE DO ADAMASTOR

Kioski z kawą, alkoholem i przekąskami to rzecz wybitnie lizbońska i znajdziecie je w okolicy wielu punktów widokowych – miradouro – którymi usiane jest miasto. Ten konkretny urzekł mnie szczególnie, bo stolik wokół niego rozstawione są na niewielkim podwyższeniu, przez co panorama na Lizbonę i rzekę Tag jest jeszcze bardziej bajkowa. Wpadnijcie tu na wino o zachodzie słońca, błagam Was! ARTIS Nieformalne miejsce, w którym możecie spędzić leniwy, przyjemny wieczór z kieliszkiem wina otoczeni lizbończykami. To świetna opcja, jeśli jesteście wkręceni w wina, bo w obszernym menu znajdziecie pozycje reprezentujące wszystkie regionu Portugalii - od win musujących po porto i wina z Madery – dostępne na kieliszki.


CASA INDEPENDENTE

Osobliwa, alternatywna, tak artsy, jak tylko można – taka jest Casa Independente i jej bywalcy. To multidyscyplinarna przestrzeń kreatywna, której głównym zadaniem jest angażować i integrować lokalną społeczność. Możecie tu trafić na koncert, wystawę, warsztaty, recital albo seans kina letniego na bajkowym dziedzińcu. Zamówcie koktajl albo kieliszek wina, znajdźcie swój kąt i wmiksujcie się w lizbońskie arttowarzystwo! [INFO]


SŁODKIE

PASTÉIS DE BELÉM & MANTEIGARIA

A słodkie w Portugalii oznacza… PASTÉIS DE NATA. Obłędne, słodziuchne, chrupiące babeczki z kremowym budyniem z żółtek, oprószone cynamonem i cukrem pudrem to rzecz, którą mógłbym się napędzać w Portugalii w wyłączności. Pastéis znajdziecie na każdym kroku, w każdej piekarni, cukierni i supermarkecie, ale te dwa miejsca zasługują na Waszą szczególną uwagę.
Belém to oryginalne miejsce, w którym powstały portugalskie babeczki jajeczne. W Klasztorze Hieronimitów w tej lizbońskiej dzielnicy używano do krochmalenia habitów białek jaj i nie bardzo wiedziano, co zrobić z pozostającymi żółtkami – do momentu, w którym w klasztornej kuchni postała pierwsza pastel de nata. Od 1837 roku babeczki na podstawie oryginalnego przepisu z klasztoru wypieka cukiernia Pastéis de Belém i to one są dziś najbardziej ZNANE (spotkacie tu zwykle tłum ludzi w dwóch osobnych kolejkach: do zamówienia na wynos oraz do części kawiarnianej, gdzie siada się przy stoliku).
Natomiast gdybyście zapytali Lizbończyka, które pastéis de nata są NAJLEPSZE, równie często (a może nawet częściej) usłyszelibyście: Manteigaria. I jeśli mam być szczery, ja też jestem w tej drużynie. Uroczej piekarenki szukajcie przy Praça (placu) Luís de Camões oraz w budynku targu de Ribeira (to ten z punktu pierwszego). Jedzcie na zapas, bo nigdzie nie smakują tak, jak w Lizbonie.


MAPA

więcej o mnie