2021/04/08

Gdzie zjeść w Porto: kolacja za 700 zł?! TAK!

W samym sercu Porto istnieje raj dla jedzeniowych hedonistów. Miejsce, w którym można wybrać się w kulinarną podróż przez całą Portugalię, nie wstając od stołu. Restauracja, w której karmią tak, że popadacie z zachwytu. Serio serio.


Czternaście dań. CZTERNAŚCIE. Do tego sześć kieliszków portugalskiego wina - dobranego skrupulatnie do serwowanych smaków oraz parę amuse-bouche - drobnych przekąsek, a w zasadzie kęsów, które pojawiają się pomiędzy daniami. Wyobraźcie sobie, jak bardzo świeciły się moje oczy, gdy o tym usłyszałem. Jadąc do Porto, wiedziałem od razu – MUSZĘ ZJEŚĆ W LE MONUMENT.

Jednak liczba dań to nie główny powód mojej ekscytacji, bo menu degustacyjne, o którym mowa – a które nazywa się Travellers’s Menu – to zdecydowanie więcej niż po prostu posiłek: to wycieczka przez najsmaczniejsze zakątki Portugalii. Idea jest równie prosta, co smaczna: szef kuchni Julien Montbabut przez prawie dwa lata podróżował po Portugalii, szukając najciekawszych smaków i aromatów, z których następnie stworzył niemal 3-godzinną ucztę-wycieczkę widelcem po mapie. Travellers’s Menu to połączenie tego, co w Portugalii najlepsze, z ziemi i z morza, podawanego do stołu w formie smacznej opowieści, której każdy kolejny rozdział rozkłada na łopatki - uwierzcie mi, dawno nie przeżyłem tak cudownej kolacji.

Cudowne jest z resztą samo miejsce, bo restauracja Le Monument to prawdziwa perełka - geometryczna, art décowa piękność, kusząca oka różowym welurem oraz błyskiem złoceń i polerowanego marmuru. To w zasadzie elegancki salon jadalniany, który świetnie oddaje klimat niezwykłego, pięciogwiazdkowego hotelu Le Monument Palace, w którym się mieści (o nim parę słów później). Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze podwójne wyróżnienie przez renomowany przewodnik kulinarny Michelin Guide – za świetne jedzenie oraz wyjątkowy, niespotykany komfort. Sam Julien Montbabut posiada na swoim koncie gwiazdkę Michelin, więc sami rozumiecie – jest się czymś ekscytować!



Ale do rzeczy: JEDZENIE. To, co przeżyłem w Le Monument, było wyjątkowe i zasługuje na każde, nawet te niemałe pieniądze – koszt to około 400 zł za jedzenie oraz 275 zł za wine pairing. Zabawa zaczyna się już od progu restauracji, w którym zostaniecie przywitani i odeskortowani do swojego stolika – będzie tam czekał na Was elegancki przewodnik po nadchodzącej kolacji (w formie małej, papierowej książeczki) oraz sommelier z kieliszkiem aperitifu: cudnego Espumante, czyli musującego, portugalskiego wina, produkowanego metodą szampańską (podobnie jak francuski Szampan albo hiszpańska Cava). Gdy będziecie je powoli siorbać, na stole pojawi się starter – tradycyjny portugalski chleb ziemniaczany z oregano i obłędna, szczypiąca w język oliwa z oliwek z Vale Do Vasco – a tym samym rozpocznie się Wasza podróż. Lecimy!

„Odkrywając produkty”

To urocze trio małych kęsów, które wprowadzają w mnogość portugalskich smaków i aromatów: chrupiąca niby-sajgonka z wędzonym dorszem podana na kamieniu; lewitujący nad łupinkami liść karczocha z kaparami i prażonymi orzechami, słodki i niemal kremowy; malutka babeczka, z której po rozgryzieniu wypływa niesamowite połączenie lekko wędzonego węgorza, słodkiej śmietanki i chrupiących drobinek buraka. O mamo.


„Z morza”

A w zasadzie ocean pod postacią grillowanej ryby – mięsistej, ale delikatnej, podanej z kwiatkami wyciętymi z buraka, olejem sezamowym i musem ze szczawiu, przez co całe danie ma przyjemną, trawiastą kwaskowatość.


„Klasyka”

Ale tylko z nazwy, bo klasyczne jest tu tylko kremowe mięso kraba – cała reszta to prawdziwy mindfuck, który romansuje z daleką Azją. Uwaga: pod krabem - delikatny mus z awokado z francuską musztardą, na krabie – puszysta chmurka z soku japońskiej cytryny yuzu, na niej jadalne kwiaty, młode listki kolendry i cienki jak pergamin cukierek w formie płatka. Z cukierkami to z resztą nie koniec, bo daniu towarzyszy obłędny Riesling, smakujący jak… cukierki. OMG!

„Lekcja surfingu”

Która dzieje się w talerzu… To jakiś obłęd, ale to danie smakuje jak wakacje nad oceanem! W talerzu znajdziecie krewetkę i małżę oraz trzy rodzaje organicznych glonów, które rozwijają się po wlaniu do talerza ciepłego bulionu o smaku morza i słodkich pomidorów.


”Dolina Douro”

Jesienią smakuje pieczonymi kasztanami, więc to danie zaczyna się od puree z kasztanów i karczochów. Na nim znajdziecie delikatne kawałki kaczej piersi, liście mniszka i chrupiące kawałki jadalnych kasztanów, które z całością tworzą słodką, maślano-śmietankową poezję – innego słowa na to nie mam. Ah, dorzućcie do tego jeszcze kieliszek przełamującego to wszystko owocową świeżością wina z centralnej Portugalii. Kropka.

„Gwóźdź programu”

Słusznie nazwany tak, a nie inaczej. Przy moim stoliku zjawia się kelner z wielkim pudłem, w którym – na suchych pędach winorośli – podwędza się… homar. Jego kawałek ląduje na moim talerzu w towarzystwie zielonego raviolo (również z homarem), maślanego puree z rukwi oraz sosu z czerwonego wina z Douro. Będziecie to danie kochać albo nienawidzić, bo to co się dzieje z nim na języku, to czysta magia. Jest kremowo i słodko, za chwilę świeżo i kwaskowato, aż wreszcie przyjemnie goryczkowato, gdy w ustach zostaje winny posmak. To bardzo wybitne i niebywałe danie, zwłaszcza w towarzystwie delikatnie waniliowego wina z dębowych beczek na północy Portugalii.


„Mój ulubiony targ rybny”

To powrót do oceanu – delikatnym, opieczonym kalmarem w towarzystwie słodko-kwaśnego puree z selera z atramentem kałamarnicy. Tylko albo aż, sam już nie wiem, tyle w tym smaków.


„Z lądu”

To bardzo zaskakująca zupa grzybowa i nie przesadzę mówiąc, że nigdy nie jadłem niczego równie grzybowego. Głęboki i wyrazisty smak leśnych grzybów przyjemnie podbija pianka z ciemnego piwa i konfitowane żółtko. Piwno-grzybowa słodycz przełamana przyjemną goryczą. Turbo mix.


„Tras-Os-Montes”

To region, którego posmakujecie bardzo delikatną jagnięciną z puree z bakłażana i obłędnym sosem pieczeniowym z czerwonym winem – czerwone wino będzie Wam z resztą towarzyszyć, bo w kieliszku znajdziecie teraz ostre, pikantne wino z północnego krańca kraju.

„Lizbona”

A z niej pochodzi wyjątkowy, rzemieślniczy kozi ser, zamieniony w tym daniu w puszystą piankę posypaną pudrem z kwiatów i drobniutkimi chrupkami. Jeśli lubisz kozie sery, przepadniesz.


„Słodki koniec podróży”

Trio na początku i trio na końcu: trzy małe desery, które delikatnie osłodzą całą kolację. Na start sorbet z jabłek i kiwi z delikatnie anyżową trybulą ogrodową, później miękki kawałek pigwy ze śliwkową śmietanką i chrupiącymi ziarenkami gryki, a wreszcie obłędna pralinka (wypełniona musem czekoladowym i karmelizowanymi pekanami) w sosie z kawy i czekolady. A że nieodzownym elementem portugalskiego deseru jest słodkie wino, deser popijecie kieliszkiem kosmicznie pysznego, złotego jak miód Moscatela z rocznika 2005. To wino może i będzie śnić Wam się po nocach.


Więcej na temat kolacji degustacyjna Traveller’s Menu w restauracji Le Monument Wam nie powiem, bo to rzecz, którą trzeba przeżyć i na którą – jeśli jesteście foodiesami – warto się szarpnąć. Bez dwóch zdań mogę powiedzieć, że to będzie jeden z highlightów Waszego wyjazdu. Rezerwację (konieczną!) zrobicie bezpośrednio TU.

A jeśli chcecie dopieścić się jeszcze bardziej, rozważcie nocleg w hotelu Maison Albar Hotels - Le Monumental Palace – to 5-gwiazdkowa perełka i jeden z najbardziej unikalnych i luksusowych hoteli w Porto, w którym poczujecie się naprawdę wyjątkowo. Miałem na tyle farta, że zaprosili mnie do siebie na jedną noc, więc nie jestem gołosłowny. To po prostu wybitny hotel. TU podlinkuję ich www.




więcej o mnie