Big Island featured

Dlaczego hawajska Big Island to najbardziej magiczne miejsce na Ziemi, czyli co robić na Hawajach

9:01 PMFilip

Wybaczcie, ale złamię pisarskie i narracyjne kanony i pierwszym zdaniu napiszę to, na co powinniście czekać w rosnącym napięciu – Big Island to najbardziej niesamowite miejsce na Ziemi. Kropka. 


Wierzcie mi, nie popadam w puste zachwyty. Dowód? 8 stref klimatycznych. OSIEM. Na wyspie, która ma niespełna 10 500 km2, czyli trochę mniej, niż województwo świętokrzyskie. Do tego wylewająca się spod ziemi lawa (LAWA - tak, czerwona, kopcąca lawa z wulkanu), plantacje kawy, kakao i orzechów makadamia, żółwie morskie jak gołębie (o tym dalej), rajskie wodospady, klify wdzierające się do oceanu, czarne, zielone i białe plaże, hippisowskie miasteczka i wreszcie obrazki żywcem wyrwane z Jurasic Parku. Nigdy nie byłem w miejscu, gdzie jednego dnia można przerobić książkę z geografii, a na Big Island – proszę bardzo. To niebywałe, niesłychane, magiczne miejsce, które po pierwsze: zachwyca, po drugie: wyrywa z ułożonego w głowie schematu świata i po trzecie: daje szansę obcowania ze zjawiskami, których normalnie większość z nas nie zdąży upolować w ciągu życia (no wybaczcie). A jeśli ktoś kocha przyrodę, wpadnie po uszy. I raczej się nie odkocha.

Cały ten amabaras wziął się stąd, że górzysta, wulkaniczna Hawai’i (czyli właśnie Big Island – apostrof pomiędzy jednym a drugim „i” ma jasno rozróżniać archipelag od największej wyspy) została uformowana przez 5 wulkanów (2 wciąż aktywne) i wyskakuje z Pacyfiku w sposób, który szatkuje ją na kilka stref klimatycznych. I dlatego właśnie w ciągu kilku godzin możecie zajrzeć na tropikalną plażę, do lasu deszczowego, na szczyt wulkanu, do tundry albo na porośnięte soczystą, zieloną trawą, falujące po horyzont wzgórza rodem z Nowej Zelandii. Obłęd. 

Na cokolwiek postawicie na Wielkiej Wyspie, będziecie zachwyceni. A ja radziłbym stawiać na:

Wulkany!
Niekwestionowany numer jeden – i powód, dla którego wielu w ogóle przyjeżdża na Hawaje. Dwa z pięciu wulkanów na Big Island są czynne, co stwarza jedyną w swoim rodzaju szansę na podejrzenie tego, co zwykle widzi się w telewizji. Żarzący się, czerwony basen lawy, która strzela w niebo? Proszę bardzo. A może stróżka (okej, rzeka) lawy, która wpływa do oceanu, zastyga w piekielnych sykach i oparach pary, powiększając codziennie wyspę? Nie ma sprawy. Jak mówią Hawajczycy, „you name it, we have it” – i nie ma w tym wiele przesady. Koniecznie trzeba więc odwiedzić Hawai'i Volcanoes National Park, zatrzymać się na parę chwil w Kilauea Overlook, skąd można podziwiać gigantyczny krater, a przy odrobinie szczęścia można zobaczyć lawowe jezioro (zapytajcie rangerów w Kīlauea Visitor Center niedaleko bramy – wiedzą, kiedy jest szansa na lawowe widowisko, gdzie można pojechać, a gdzie nie) i zjechać widowiskową Chain of Craters Road drogą do samego oceanu, wysokiego lawowego klifu i słynnego łuku z zastygłej lawy Holei Sea Arch – tu właśnie możecie zobaczyć, jak do spienionej wody wpływa lawa, a po drodze zatrzymać się na kanapkę z widokiem na lawowe pola. OBŁĘD, nie ma innych słów. 






Oglądanie gwiazd i zachodu słońca
Mauna Kea (po hawajsku biała góra) to najwyższy szczyt Hawajów – jej 4 200 i pięć metrów nad poziomem morza sprawiają, że możecie zobaczyć na Hawajach śnieg. Co ciekawe, można by ją uznać za najwyższą górę świata – licząc od podstawy, który zaczyna się na dnie oceanu, jej względna wysokość wynosi aż 10 203 metry! Szczyt Mauna Kea został opanowany przez 13 teleskopów (zbudowanych przez 11 krajów), bo wysokość góry w połączeniu z czystym hawajskim niebem, suchym klimatem i stabilnymi wiatrami sprawiają, że to jedno z najlepszych na świecie miejsc do obserwacji astronomicznych. Warto wjechać na sam wierzchołek po niesłychany zachód słońca (uwaga, zasady są takie, że po zmierzchu nie można na niej przebywać, więc wjechać na górę trzeba po południu, a zjechać zaraz po zachodzie słońca), a po zmierzchu zatrzymać się w położonym niżej Onizuka Center for International Astronomy - Visitor Information Station, które cztery razy w tygodniu organizuje wspólne obserwowanie gwiazd z przewodnikiem (więcej informacji na stronie Centrum . 


Puʻuhonua o Hōnaunau National Historical Park
Jeden z hawajskich parków, gdzie można poczuć odrobinę polinezyjskiej historii – drewniana osada zrekonstruowana w uroczej zatoczce, mury ze skały lawowej, tajemnicze posągi i czarny piasek, z którego w niebo strzelają kokosowe palmy. Bardzo ciekawe miejsce, kompletnie różne od „Hawajów amerykańskich”. Warto – w centrum informacyjnym można obejrzeć film o historii miejsca i zaopatrzyć się w ulotki/mapki. 




Lapakahi State Historical Park
Drugi z historycznych parków, do którego warto zajrzeć na Big Island – to pozostałości po tradycyjnej, hawajskiej rybackiej wiosce. Porośnięte suchą trawą zbocze przywodzi na myśl Grecję, ale upstrzone palmami oceaniczne wybrzeże nie pozostawia złudzeń, że jesteśmy na Hawajach. Podobno można się tu nawet wykąpać (nie próbowałem). Przy parkingu znajduje się punkt informacyjny, gdzie możecie pogadać z rangerem i wziąć mapkę z trasą zwiedzania (w pół godziny spokojnie dacie rady). Fajna przerwa na trasie!



Akaka Falls
Przepiękny wodospad, który musiał zagrać w kilku filmach (może jakaś scena z Jurasic Park?). Głęboka dolina przypominająca studnię jest gęsto porośnięta soczystym tropikalnym lasem, a cienka strużka rwącej wody spada w jej otchłań. W słoneczny dzień załapiecie się na uroczą tęczę zawieszoną nad przepaścią, a jak macie smaka na trochę adrenaliny, możecie spróbować zip liningu. Jak to w Stanach – dojazd samochodem łatwiutki, a spacer z płatnego parkingu zajmuje 5 minut.   


Waipio Valley
Przyznaję bez bicia – to mój hawajski TOP. To jedno z tych miejsc, na które patrzysz i zastanawiasz się, czy przypadkiem oczy nie robią cię w bambuko. Płaska jak stół dolina wcina się w pionowy klif, co wygląda jakby wielka zielona kostka, oblewana spienionym oceanem, leżała na trawie. KONIECZNIE zatrzymajcie się w punkcie widokowym na północny zachód od miasteczka Honokaa. Niebywale przepiękne miejsce, które wywołuje ciarki na plecach. Koniecznie!



Zielona plaża Papakōlea
Green Sand Beach to jedna z przyrodniczych ciekawostek – utworzona przez zapadnięty krater wulkanu, swój kolor zawdzięcza krzemianom zwanym oliwinami. Ich drobinki mieszają się drobinkami skały lawowej i korali, więc Wasza percepcji zieleni Papakōlea zależy od punktu patrzenia i pogody (słońce, jak zawsze, robi robotę). Widok zapiera dech, zwłaszcza, że jest dość wymęczony – plaża znajduje się 4 kilometry od parkingu, więc cieszy podwójnie. Droga prowadzi przez pagórki i mini kaniony porośnięte długa, falującą na wietrze trawą, a spaceru możecie uniknąć i wskoczyć na pakę jednego z pick-upów, które regularnie kursują z parkingu (za kilka dolarów). Ja szedłem w deszczu i nie było źle!  



Plaża czarna jak smoła
Punalu’u Black Sand Beach to punkt obowiązkowy, bo plaże z lawowego piasku są zwyczajnie wpisane w DNA wysp wulkanicznych. A poza tym to coś tak innego od wbitego w nasze głowy archetypu plaży, że warto przyjechać z samej ciekawości. Bardzo często wylegują się tu też żółwie zielone i szylkretowe, więc szansę na bliskie obserwacje zoologiczne macie w prezencie. 


Hapuna Beach Park
Hapuna to jedna z niewielu jasnych (standardowych, chciałoby się rzec) plaż na wyspie – długa, szeroka, osłonięta po bokach klifami, świetna do kąpieli, bodyboardingu (koniecznie spróbujcie!) i plażowania. Przez to wszystko daleko jej do dziewiczości, ale docenicie prysznice, toalety i kiosk z napojami. I choć było to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc na wyspie (spokojnie, nawet nie zbliża się do Bałtyku w sezonie), warto spędzić tu leniwy dzień na pisaku i w oceanie. 


Lawowy cypel
Laupāhoehoe warto odwiedzić przynajmniej na chwilę, bo oferuje rewelacyjny widok na wyspę i jej strome, pionowe zbocze wpadające do oceanu. Do tego jest nieustannie obmywany spienionymi falami, więc można tu poczuć prawdziwą siłę natury i zrobić kilka ładnych zdjęć z rozpryskującą się wodą. A sam cypel powstał dawno temu, gdy język lawy wpłynął do oceanu i zastygł – taka ciekawostka!



Kona i Hilo
Dwie główne miejscowości po przeciwnych stronach wyspy. Kona – czy dokładniej Kailua-Kona, w której znajduje się główne międzynarodowe lotnisko – to całkiem elegancka mieścina w klimacie resortu, którymi jest z resztą otoczona (luksusowe aparthotele piętrzą się na wybrzeżem na południe i północ od miasta). W jej historycznym centrum znajdziecie przyjemne nadbrzeże, sklepy z pamiątkami, restauracje i między innymi Pałac Huliheʻe, a w okolicy kilka małych zatoczek i przyjemnych plaż. Hilo to miejsce z kompletnie innej bajki – drewniana, kolorowa zabudowa przywodzi na myśl dziki zachód, a panujący tu hippisowski klimat świetnie sprawdza się w tropikalnym wydaniu. Zajrzyjcie na targ z jedzeniem, do knajpy Pineapples po świetne hawajskie jedzenie i na mikro-wysepkę Coconut Island połączona z lądem pieszym mostem – wokół niej pływa tyle żółwi, że możecie siedzieć z nogami w wodzie i oglądać je jak gołębie w Krakowie (choć widok o niebo przyjemniejszy – wybaczcie, nie cierpię gołębi!). Zatrzymajcie się w obu miasteczkach, ale więcej czasu spędźcie w Hilo – spodoba się Wam!






Lawa, trawa i trochę krów
Nie tyle miejsce, ile trasa – zaplanujcie sobie koniecznie przejazd drogą numer 250 z Waimea do Hawi (zwaną Kohala Mountain Road). Już mówię dlaczego: droga bardzo szybko pnie się w górę i wjeżdża w specyficzny mikroklimat. W pochmurny dzień wyjeżdżacie ponad chmury i widząc w dole tylko białą pianę, krążycie po soczyście zielonych wzgórzach, na których pasą się hawajskie krowy. Robi to podwójnie piorunujące wrażenie, bo nie tak daleko poniżej Was znajdują się wyschnięte pola i masy zastygłej lawy (co zaskakuje jeszcze bardziej w bezchmurny dzień). Niebywałe, jak Big Island miksuje te swoje klimaty!   



Fabryki orzechów, kawy i słodyczy
To smaki, których musicie spróbować i które warto przywieźć – przeczytacie o nich więcej w moim poprzednim wpisie o Big Island. Poza tym to może być Wasza jedyna okazja do odwiedzenia fabryki orzechów makadamia! 

WARTO WIEDZIEĆ: Najlepsze, co możecie zrobić, to zjechać Big Island dookoła (super łatwa sprawa – tak prowadzi droga, a nawigacja Google albo Maps Me działa bez zarzutu: mapka poniżej) – tylko w ten sposób zobaczycie na własne oczy, jak szybko może się zmieniać klimat i krajobraz. I obiecuję: wielkie oczy i rozdziawione usta gwarantowane. Jeśli macie pytania do poniższej trasy, walcie śmiało! A więcej informacji praktycznych o Hawajach znajdziecie w TYM wpisie. 

* wybaczcie średnią jakość zdjęć - jak pewnie pamiętacie (a jak nie, to Wam przypomnę), drugiego dnia mojej hawajskiej wycieczki zepsuł się mój nowiutki, wyczekany aparat... pech, który sprawił, że widzicie tylko to, co udało mi się złapać telefonem...




Zdjęcia ©️
- Mauna Kea - arnottslodge.com
- Hapuna Beach - hawaiiguide.com
- Hilo Downtown/Coconut Island - expedia.com/PaulsTravelPictures.com
- Kohala Mt. Rd - hawaiilife.com/tripsite.com





ZOBACZ

0 komentarze