Bolonia co zjeść

Co zjeść w Bolonii, czyli o co tyle zamieszania z tym całym spaghetti

10:41 AMFilip

Spotkałem się z opinią, że Bolonia to najsmaczniejsze miasto Włoch - i to bynajmniej nie tylko przez kultowe bolognese. Plan jest więc prosty: posmakować, czym Bolonia stoi!

Na miejsce docieram wczesnym, bardzo słonecznym przedpołudniem. Wskakuję w miejski autobus i po krótkim spacerze ze stazione centrale jestem na Piazza Maggiore, czyli głównym placu Bolonii. Niestety Neptun - szczelnie zasłonięty rusztowaniami i siatkowa remontową - nie tryska wodą, więc  zamiast od zwiedzania, zaczynam od aperitivo i przy szklance wina podglądam studentów wygrzewających się na kamiennych płytach, które zdają się pamiętać sam nie wiem jak dawne czasy. Odnoszę wrażenie, że to bardzo przyjemne i zaskakująco kameralne miasto. Dojadam ostatni kawałek pysznego pecorino romano i idę zostawić bagaż w hotelu - choć wielgachne łóżko w zalanym słońcem pokoju kusi, żeby się na nim wyciągnąć, wracam na bolońskie uliczki - przede mną dużo do spróbowania, więc nie marnuję czasu! 











1. Tagliatelle al ragu
Mój pierwszy wybór nie może być bardziej oczywisty - próbuję spaghetti bolognese! A w zasadzie nie spaghetti, a tagliatelle i nie po bolońsku, a… al ragu, bo to właśnie jest tradycyjnie danie z Bolonii. Zaglądam do obleganej przez Włochów Osterii dell’Orsa, gdzie pochłaniam talerz bolońskiej pasty i wychylam szklankę (a może szklanicę, kot by to mierzył) zimnego wina. Makaron, sos pomidorowy, mięso - wszystko jest na swoim miejscu, a atmosfera panuje tu bardzo domowa, więc zadowolony idę doładować baterie. W jedyny słuszny we Włoszech sposób.


2. Kawa
Wygrzebuję z kieszeni jedno euro i zaglądam do położonej całkiem blisko Caffe Terzi, gdzie przy barze zamawiam espresso parzone z autorskiej mieszanki kawowej: mocne, aromatyczne i aksamitne, przepyszne. Spróbujcie, jeśli będziecie w okolicy! Pstrykam kilka fotek, wymienam parę uśmiechów z młodą Włoszką za barem i kieruję się w stronę Uniwersytetu Bolońskiego - nie można tam nie zajrzeć!


3. Tortellini 
Gdy już solidnie głodnieję, przychodzi pora na drugie z flgaowych - obok al ragu - makaronowych dań Bolonii. W poszukiwaniu tortellini (czyli makaronowych pierożków) zapuszczam się w okolicę rewelacyjnego Mercato delle Erbe (patrz niżej) i w 051 Osteria del Mercato zamawiam porcję w najbardziej klasycznym wydaniu - tortellini nadziane są pyszną włoską szynką i podane w gęstym, kremowym sosie serowym. Do tego odrobina parmezanu i świeżo zmielonego czarnego pieprzy do posypania - uwieżcie mi, takie świeże tortellini są obłędne!


4. Mascarpone
Miło się siedzi w nagrzanej uliczce, więc na zakończenie proszę jeszczę o porcję popularnego lokalnego deseru mascarpone. I wbrew temu, co możecie myśleć, nie jest to po prostu porcja serka, a puszysty krem z grubymi kawałakami gorzkiej czekolady. Super aksamitny, idealnie słodki i delikatnie waniliowy, przypomina mi krem do tiramisu (a być może to właśnie taki krem). Rewelacyjny sposób na zakończenie obiadu w promieniach popołudniowego słońca! 


5. Mortadela i crescentine
Nie można też nie spróbować w Bolonii mortadeli! Choć skojarzenia z nią możecie mieć w najlepszym wypadku ambiwalentne, tutaj to podstawa, a jej plastry będa do Was krzyczeć z co drugiej witryny. Żeby było ciekawiej, próbuję jej w super popularnych w Bolonii (choć faktycznie pochodzących z modeńskich Apenin) crescentine - niewiekich owalnych chlebkach, które (poza mortadelą) mogą mieć w środku prosciutto crudo, salame piccante, parmezan, mozarellę i rukolę albo dziesiątki innych, przepysznych włoskich składniów (są też z Nutellą, jakby co!). To idealna przekąska podczas wieczornego spaceru albo po powrocie z imprezy - wypróbujcie Tigelleria Tigellino w samym centrum miasta! 


6. Lody!
I nareszcie - gelato! Jako że żadna wycieczka do Włoch nie będzie bez nich kompletna, wpadam (w zasadzie przed snem…) do starej i dobrze znanej lodziarni Gianni na porcję pistacjowych lodów. Prawdę mówiąc nigdy za nimi nie przepadałem i zmieniło się to dopiero, gdy spróbowałem ich pierwszy raz we Włoszech. W gruncie rzeczy smak prawdziwych pistacjowych gelato ma niewiele wspólnego z jaskrawozielonymi lodami, które mam wbite głęboko w pamięć. Ja tym włoskim nie potrafię się oprzeć i zawsze zachodzę w głowę, jak można stworzyć tak autentyczny, głęboko orzechowy smak. Więc koniecznie przed wyjazdem z Bolonii zjedzcie trochę gelato


WARTO WIEDZIEĆ: gdy będziecie planować wycieczkę do Bolonii, koniecznie wpiszcie na listę Via Pescherie Vecchie, niewielką uliczkę odchodząca od Piazza Maggiore, dosłownie wypchaną knajpami, straganami i małymi sklepami z lokalnymi przysmakami (szynki, sery, tortellini, słodkie wypieki i dużo dużo więcej) oraz rewelacyjny targ Mercato delle Erbe - choć mnie część handlowa nie urzekła, wokół niej znajdziecie mnóstwo świetnych knajp, a sama okolica hali jest bardzo przyjemna i wieczorami zapełnia się młodymi Bolończykami - warto zajrzeć!                        

JAK JECHAĆ: Z Polski dolecicie bezpośrednio liniami Ryanair i Wizzair - ja za bilet zapłaciłem ok. 80 zł w jedną stronę. Warto pomyśleć o zorganizowaniu wycieczki do więcej niż jednego miasta we Włoszech, np. Bolonia - Florencja - Rzym (ja zapłaciłem ok. 130 zł za bilety lotnicze Polska-Włochy i 30 EUR za bilety kolejowe Bolonia-Florencja-Rzym). Opcje oczywiście można mnożyć (Wenecja, Werona, Mediolan, Neapol itd).

GDZIE SPAĆ: Jeśli szukacie miejsca o wysokim standardzie w samym sercu miasta, spójrzcie na hotel Al Capello Rosso, który mnie gościł - pokoje są bardzo przytulne, łóżka wygodne, śniadanie świetne, a obsługa super przyjazna. Chce się wracać!  



ZOBACZ

0 komentarze