Azja Japan

Dzień w Tokio, czyli jak w 24h przybliżyć się do japońskiej kuchni i kultury

11:12 AMFilip

W Tokio można by spędzić tydzień albo dwa i wciąż robić coś nowego. To ogromne i bardzo zróżnicowane miasto - śmiało można powiedzieć, że to kilka miast w jednym. Nie ma jednego i najlepszego planu na to miejsce - dlatego przedstawiam Wam mój pomysł na intensywne 24 godziny w mieście Godzilli. Dobrej zabawy!


PORANNE (PRAWIE)SPOTKANIE Z TUŃCZYKIEM, ZIELONĄ HERBATĄ I KAWĄ Z BUTIKU
Dzień zaczynam bardzo wcześniej i już po 04:00 idę przez budzące się miasto w stronę zatoki. Na niebie widać poświatę zimnego, białego światła - to Tsukiji, jeden z największych targów z rybami i owocami morza na świecie. Mimo nieludzkiej pory panuje już na nim ogromny ruch i harmider. Aby zobaczyć słynną aukcję tuńczyków, trzeba się zarejestrować w Centrum Informacji na południowo-wschodnim krańcu targu. Na miejscu spotyka mnie wielkie rozczarowanie - dzienny limit 120 obserwatorów aukcji został dziś wyczerpany grubo przed 04:00… No cóż, może następnym razem! Nie tracąc wigoru robię sobie krótką wycieczkę po dostępnej części targu i wracam do hotelu na krótką drzemkę.


Trochę farta jednak mam - dziś odbywa się w Tokio coroczne święto herbaty, Tokyo Grand Tea Ceremony. Za 300 jenów kupuję wejściówkę do pięknych ogrodów Hama Rikyu i w otoczeniu sadzawek i drzewek bonsai oglądam ceremonię parzenia herbaty. To bardzo przyjemne i spokojne miejsce. W oddali widać otaczające je strzeliste wieżowce, co dodatkowo potęguje panującą tu harmonię. Po niedługim spacerze wskakuję do metra - czuję, że potrzebuję kofeiny. 


Szybkie zajęcia "Jak zostać gejszą" - krótko i na temat :)




Wysiadam na stacji Ginza, w eleganckiej dzielnicy zakupowej, typowej dla każdego wielkiego miasta. Słońce przyjemnie grzeje, pokonuję więc kilka przecznic i docieram do niewielkiej „butikowej palarni kawy” Toriba. Codziennie można tu spróbować różnych mieszanek świeżo palonej kawy - dziś mogę wybierać między kwaskowatą Acid House Mix a bogatą Deep House Mix. Porcja kosztuje 100 jenów, co czyni ją jedną z tańszych kaw w Tokio! Spędzam chwilę w przyjemnej kawiarni i wracam na Chuo-dori, główną ulicę dzielnicy, idąc w stronę metra. Zgłodniałem!





Nawet w najbardziej eleganckich dzielnicach boczne uliczki żyją swoim życiem
POPOŁUDNIOWE TETE-A-TETE Z RAMENEM, JAPOŃSKĄ SZTUKĄ NOWOCZESNĄ ORAZ TRADYCJĄ
Wysiadam na stacji Tokyo - jednym z bardziej ruchliwych węzłów komunikacyjnych. Okolica jest bardzo przyjemna, choć trochę mnie zaskakuje: czuję się tu jak w Europie albo Stanach. Wzdłuż budynków z czerwonej cegły ciągną się równiutko przystrzyżone żywopłoty i idealnie przycięte trawniki. Cegła przechodzi w stal, a ta w szkło. Na niewielkim dziedzińcu jednego z biurowców trafiam na niewielką kamienicę, żywcem wyjętą z oksfordzkiego podwórka. W okół klasyczne rzeźby i schludne rabaty. Elegancko, czysto, nowocześnie. Trochę skołowany robię przechadzkę pod Pałacem Cesarskim i wracam do galerii w podziemiach stacji metra, gdzie w ciągu knajp znajduje się osławiony przez Anthonego Bourdaina bar serwujący ramen - japońską zupę z nudlami. Przyznaję, długo czekałem na ten moment, zajmuję więc miejsce w kolejce krótszej niż oczekiwałem i po 10 minutach zamawiam swoją zupę w automatycznej kasie. Ramen serwowany w Rokurinsha jest dość nietypowy - makaron i gęsty, aromatyczny, rybny wywar dostajemy osobno. Każdą porcję nudli przed zjedzeniem maczamy w bulionie, a gdy te się skończą, możemy poprosić o dolanie wrzątku do pozostałego bulionu i zjeść jak zupę. Sprytne.







Japonia to kraj maszyn vendingowych - gdziekolwiek się znajdziesz, kilka na pewno będzie w zasięgu wzroku. 
Najedzony, więc i szczęśliwy, przemieszczam się na północ miasta do Tokyo Metropolitan Art Museum. Wybieram dwie darmowe wystawy: młodych japońskich artystów oraz tradycyjnej kaligrafii. Spędzam przemiłą godzinę przechadzając się po pustych, muzealnych salach. Wystawy kaligrafii oczywiście za grosz nie rozumiem, nie ma też do niej przewodnika po angielsku, ale obcowanie z setkami japońskich znaczków jest bardzo kojące. Po dobrej godzinie wychodzę na popołudniowe słońce i przez przyjemny park Ueno, obserwując młodych, randkujących Japończyków, przechodzę do stacji metra o tej samej nazwie. Co to byłby za dzień bez wizyty w jednej z licznych tokijskich świątyń? 





Senso-ji to najstarsza świątynia buddyjska w Tokio. Razem z przyległą do niej szintoistyczną świątynią Asakusa tworzy chętnie odwiedzany przez tokijczyków i turystów kompleks. Trafiam akurat na świąteczny weekend, więc są tu tłumy Japończyków. Czerwone, lakierowane budynki pięknie błyszczą w zachodzącym powoli słońcu. Wszędzie czuć woń kadzideł, która miesza się w chłodnym już powietrzu z mało przyjemnym zapachem owoców rosnących tu miłorzębów, znanych lepiej jako ginko biloba. Kupuję sobie tradycyjne, świąteczne ciasteczko ze słodkim nadzieniem z czerwonej fasoli i powoli przechadzam się między pstrokatymi straganami z pamiątkami, amuletami i różnymi pierdołami made in China. Mimo ogromnego tłumu, wyciszam się i relaksuję. Uwielbiam dalekowschodnie świątynie.





WIECZORNE PODEJŚCIE DO SUSHI Z TAŚMY, SŁYNNEJ ZEBRY I SZTUKI NAJWYŻSZYCH LOTÓW
W planie mam dziś jeszcze - a jakże! - spróbować sushi. W tłumie salarymanów oderwanych dopiero co od korporacyjnych biurek spędzam długie 40 minut w tokijskim metrze i docieram w końcu do stacji Shibuya - przechodzę przez słynne przejście dla pieszych (które większe wrażenie robi w telewizji) i w wąskiej, bocznej uliczce odnajduję Uobei Sushi. To miejsce tak japońskie, jak to tylko możliwe. Zajmuję miejsce przy długim barze - przed sobą mam interaktywny monitor i trzy poziome szyny, po których raz po raz przejeżdżają szybko niewielkie talerze z apetycznymi kawałkami sushi. Przygotowuję sobie ciepłą matcha z proszku instant, który mam przed nosem i powoli próbuję rozgryźć elektroniczne menu. Całe szczęście jest mały guziczek English, daję więc radę i kilka minut później słyszę głośny brzęczyk - moje zamówienie podjeżdża, a po chwili talerze wracają do kuchni. Jakie to cudownie proste! Próbuję najróżniejszych nigiri i gunkan, a bohaterem dnia zostaje przepyszne gunkanmaki z wątróbką żabnicy. Nie mogłem sobie wyobrazić lepszego intro do prawdziwego sushi!





Podobno Tokio przepięknie wygląda nocą, więc na koniec chcę się o tym przekonać - jadę kilka stacji na północ, gdzie znajduje się budynek Tokyo Metropolitan Government Building, siedziba zarządu metropolii. Choć w 2007 stracił tytuł najwyższego budynku w mieście, wciąż jest tłumnie odwiedzany przez dwa punkty widokowe w swoich wieżach. Z obserwatorium na 45. piętrze podziwiam więc panoramę nocnego Tokio. W dzień można wypatrzeć nawet górę Fuji. Niekończące się morze świateł robi wrażenie. 


Padam na twarz, więc wracam do hotelu. Niespodziewanie trafiam na kameralny koncert  lokalnego artysty Hidekazu Kawakubo, który promuje swój nowy album. Park Hotel Tokyo, który mnie zaprosił, regularnie organizuje takie wydarzenia. To w ogóle dość kulturalno-artystyczne miejsce, o czym z resztą świadczy przynależność do zrzeszenia Design Hotels i wszechobecne we wnętrzach dzieła sztuki. Moja noc też będzie przesączona sztuką, bo zostaję zakwaterowany w jednym z „artystycznych pokoi” o nazwie Landscapes - jego ściany pokryte są bardzo precyzyjnym szkicem młodego artysty Junji Yamada i przedstawiają Japoński krajobraz. Prace nad nim trwały aż 7 miesięcy, więc naprawdę nie sposób oderwać od niego wzroku. Park Hotel Tokyo zaczął projekt Artist Rooms w 2012 roku i dziś oferuje 17 pokoi zaprojektowanych przez Japońskich artystów. Każdy jest zupełnie inny, tak jak bardzo różni są artyści, zaproszeni do projektu. Do końca 2016 roku hotel planuje posiadać w sumie 31 unikalnych pokoi, a to nie koniec jego artystycznych planów. Muszę przyznać, że to przedsięwzięcie i podejście narodowego mecenasa sztuki robi wrażenie. Gaszę więc światło w swoim wyjątkowym pokoju i z 31. piętra jeszcze raz podziwiam Tokio nocą. Niezwykłe to miasto!
Junji Yamada tworzący pokój Landscapes


Bamboo...
...Gold Fish... 
...czy Washi to przykłady innych Artist Rooms w hotelu


JAK I KIEDY JECHAĆ: Bilety lotnicze z przesiadką w największych europejskich miastach można upolować za około 2000 zł. Od 2016 roku będzie je też oferował nasz narodowy LOT - bilet w promocji do kupienia teraz za około 1700 zł. Wiosną - kiedy kwitną drzewa owocowe oraz jesienią - kiedy pogoda robi się stabilna, słońce porządnie grzeje, a liście robią się bajkowo kolorowe. Latem jest duszno i gorąco.

GDZIE SPAĆ: Noclegi w Tokio nie należą do najtańszych. Mogę polecić odrobinę odległy, przyzwoity hostel kapsułowy 1 Night 1980 Hostel (około 70 zł za noc) oraz świetnie zlokalizowany Park Hotel Tokyo (ceny i rezerwacja: http://en.parkhoteltokyo.com/).

CO ROBIĆ: Spróbować sushi w zautomatyzowanym barze (dwa kawałki w Uobei kosztują około 3,50 zł) i zjeść ramen na Ramen Street w podziemiach stacji Tokyo (od około 20 zł). Spróbować szczęścia z aukcją Tuńczyków (w punkcie informacji na Tsukiji Fish Market warto być przed 4:00) i koniecznie wjechać na darmowy punkt widokowy w Tokyo Metropolitan Government Building. 

WARTO WIEDZIEĆ: Jeśli nie planujecie zakupu Japan Rail Pass (dzięki której łatwo można poruszać się nie tylko po całej Japonii, ale też Tokio), najlepszym wyjściem będzie całodzienny bilet na wszystkie linie metra (około 20 zł, ważny do 23:59 w dniu skasowania - warto więc zacząć korzystać z niego jak najwcześniej).



ZOBACZ

0 komentarze