Polska Pomorze

MINI wycieczka, wielka szama - czyli co zjeść w drodze nad morze

9:57 AMFilip

Każdemu się kiedyś przytrafi podróż nad morze samochodem. A wtedy warto zamienić ją z mozolnej przeprawy z punktu A do B (a czasem walki o życie przy autostradowej bramce) w smaczną i urozmaiconą wycieczkę. I spróbować kilku rzeczy, które - ze sporym prawdopodobieństwem - mogą się Wam później śnić po nocach. Oto miejscówki, które upolowałem z MINI w drodze nad Bałtyk.


Wędzone ryby, ziemniaki i… ruchanki?
Tak, ruchanki, ale już spieszę ostudzić Wasze emocje - to kaszubskie placki drożdżowe, po prostu. Rozchodzi się o to, że na Kaszubach ciasta drożdżowego się nie wyrabia, a właśnie rucha, ot i cała tajemnica. W każdym razie ciepłe, świeże ruchanki prosto z patelni, oprószone cukrem pudrem albo z domową konfiturą to coś, za co można dać się pokroić. Ale zanim one, spróbujcie wciąż ciepłej, wędzonej ryby (dziki pstrąg WYMIATA), zupy rybnej (jednej z lepszych, jakie jadłem w życiu) albo wspaniałej babki ziemniaczanej. I wiem co mówię, bo chowałem się na babce ziemniaczanej! Koniecznie zajrzyjcie do Baru Drewutnia na skraju Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego - nie dajcie się zwieść niepozornemu podjazdowi, niechlujnie porozrzucanym po ogrodzie drewnianym stołom i piwnym parasolom. Jedzenie serwują tu niesłuchanie dobre, a to, że koło 13:00 nie ma już niektórych pozycji z menu, mówi samo za siebie. Gratis przepiękne widoki po drodze. 




Domowe ciastko za piątkę, widok za miliony monet 
W Kaszubkism Parku Krajobrazowym zatrzymajcie się na chwilę w agroturystyce U Chłopa w Chmielnie - świeże, domowe ciasto, zastawa we wzór kaszubskiego haftu (można kupić!) i widok ze wzgórza na jezioro Kłodno są warte wiele więcej niż półgodzinnej przerwy. Ale uwaga, jest ryzyko, że zostaniecie tu na noc: pokoje mają ten sam, obłędny widok i codziennie wędzi się tu świeżą rybę.



Gofry z jajami, kaszubski burger, sernik i kawa
Śniadanie albo obiad w Sopocie? Świetnie. Zahaczcie, nawet jeśli jedziecie dalej na Północ! W Całym Gawle (do którego warto zajrzeć dla samego wystroju) zjecie świetne śniadaniowe gofry, na przykład z awokado, sadzonym jajkiem i domowym aioli, albo kaszubskiego burgera z burakiem, serem kaszubskim i domową konfitruą z rokitnika (i wołowiną, oczywiście). Przy odrobinie szczęścia piątkę przybije Wam sam Gaweł (tak, to nie nazwa z kosmosu). A później wybierzcie się na kawę: na przykład do LAS dolnysopotpółnoc, kompletnie niebanalnego miejsca całkiem blisko molo albo do Gdyni (bo czemu nie), gdzie w Głównej Osobowej możecie zafundować sobie do kawy całkiem ciekawy sernik. Albo zjeść tam obiad, bo ponoć jedzenie też mają niezłe (dajcie znać, bo ja nie próbowałem!), choć obłsuga trafiła mi się troszkę opieszała. 





Pałacowa kruszonka
Jeśli zwieje Was na drogę numer 213 (czyli ciekawszą laternatywę dla krajowej szóstki wzdłuż wybrzeża), zróbcie sobie krótką przerwę w Pałacu Poraj (albo dłuższą, bo mają tu pokoje, nawet nie bardzo drogie jak na ceny nad naszym morzem): próbowałem na obiad (omal nie udusiłem się śliną, gdy usłyszałem o zupie z orzechów włoskich), ale musiałem obejść się kawą i słodkim, bo akurat karmili weselników. Tak czy inaczej, ciepłe owoce pod kruszonką z lodami (ogromna porcja) warte były krótkiego pit-stopu, a dzielnie wtórował im piękny ogród z bajkowym stawem, ozdobnymi, kutymi krzesłami porozrzucanymi tu i ówdzie na trawie usianej stokrotkami i niebanalnymi rzeźbami pochowanymi między drzewami. 


Śledź od A do Z
Szczerze uważam, że to pozycja obowiązkowa, nawet gdybyście musieli zboczyć odrobinę z kursu. Schowana na polach niedaleko Ustki Zagroda Śledziowa to miejsce tak miłe, urocze i smaczne, że nie chce się wychodzić. W starych, ceglanych zabudowaniach, które otaczają słodki dziedziniec z klasycznym parnikiem na środku, mieści się gościniec i karczma, a do tego jeszcze śledziowe muzeum (więc gdy Wasze jedzenie będzie się szykowało, możecie dowiedzieć się co nieco o polskiej historii śledzia). Śledzia zjecie wędzonego albo smażonego, w zupie, tatarze, śmietanie, oleju I TAK DALEJ, a do niego gorącego ziemniaka z pary i piwo z lokalnego browaru. Albo wódkę, w końcu co lepiej pasuje do śledzika?





Kawa i ciacho
Jeśli na Waszej trasie nie znalazł się Słupsk, to niech się znajdzie. To już ostatnia prosta, za chwilę wybrzeże, więc warto zatrzymać się na kawę: Kawodajnia Słupska serwuje świetną kawę, ale słynie też z ciast, prawie codziennie innych. A jak się trochę naładujecie, to zobaczcie przy okazji największą na świecie wystawę prac Witkacego w Muzeum Pomorza Środkowego. 


Smażona ryba i pavlova
Smażona ryba nad morzem to klasyk, którego ogromnym fanem nie jestem (co innego burger ze smażoną rybą w Kołobrzegu), ale zawsze i tak padam jego ofiarą. I choć Merkado w Darłówku Zachodnim zlewa się z masą nadmorskich smażalni, często niespecjalnie ciekawych, to urzekło mnie ciastem, w którym smażą rybę. Lekkie, fajnie doprawione i wcale nie bardzo tłuste, przypomniało mi świetne fish&chips z Camden w Londynie. Prosto i na temat. A na deser zajrzyjcie do AniAni Cafe, która znana jest ze smacznych deserów, ciast i tortów. I pavlovej. Ale co najważniejsze, można w niej uciec od paskudnego klimatu nadmorskiej promenady (zadzwia mnie, ile różnych gadżetów można wymyśleć i sprzedawać turystom - w tym roku rządzą fluorescencyjne pasma sztucznych włosów) i posiedzieć, we względnej ciszy, w przyjemnym ogródku. Miłego! 




* Podczas tej eskapady miałem okazję testować MINI Cooper S Countryman ALL4 i muszę przyznać, że gdyby tylko było mnie na niego stać, poważnie zastanawiałbym się nad sprezentowaniem sobie egzemplarza. No i ta urocza, wmontowana w bagażnik ławeczka! 






ZOBACZ

0 komentarze