Azja Dżakarta

Co zjeść i zrobić w Dżakarcie, czyli dlaczego warto zajrzeć do stolicy Indonezji

8:02 AMFilip

O Dżakarcie można usłyszeć mnóstwo niedobrego: że straszliwie zatłoczona i zakorkowana, że zbyt głośna, chaotyczna, nieciekawa i że najlepiej od razu z niej uciec. I wiecie co? Guzik prawda, ja Dżakartę bardzo polubiłem.

Wstaję wcześnie, bo plan mam napięty. W mojej kapsule rodem z Japonii śpi się całkiem nieźle, więc na brak energii nie narzekam - łapię w locie proste śniadanie na tarasie na dachu hostelu i lecę na stację Cikini złapać podmiejski pociąg, który w 20 minut zawozi mnie na stację Kota. To tu znajduje się dawne centrum miasta, czyli kolonialna Old Batavia, operacyjne centrum Holendrów.



Zaczynam od położonego naprzeciwko stacji Museum Bank Indonesia, który mieści się w pięknym kolonialnym budynku, kiedyś siedzibie centralnego banku Holenderskich Indii Wschodnich. Choć wystawa przybliża głównie historię indonezyjskiej waluty i bankowości, daje fajny wgląd w historię kraju z ekonomicznej perspektywy. Jak wszędzie zagaduje do mnie kilka szkolnych dzieciaków, robimy parę zdjęć i po angielsku wymykam się z gmachu, zahaczając o niewielką ekspozycję naszych polskich banknotów o monet. Jak miło!

Wyjątkowo zatłoczoną ulicą Pintu Besar Utara, na której rozstawił się weekendowy targ, docieram do wielkiego placu Taman Fatahillah, przy którym stoi dawny miejski ratusz i przycupnęła słynna kawiarnia Cafe Batavia. Kolejna grupka uczniaków zaczepia mnie i prosi o odpowiedź na parę pytań do pracy domowej na temat turystów przyjeżdżających do Indonezji. Drobna dziewczynka w kremowym hidżabie prosi mnie jeszcze o zdjęcie na pamiątkę i mogę iść dalej. Zmierzam na północ wzdłuż zabrudzonego kanału Kali Besar, próbując odnaleźć cień dawnej świetności tego miejsca. Kota, przez lata raczej zapomniana, jest niestety dość zaniedbana. I choć staje się coraz bardziej modna i popularna, a tu i ówdzie widać prace remontowe, potrzebuje jeszcze sporo czasu, żeby odzyskać swój czar. 












Upał daje mi się we znaki, więc przy Jembatan Kota Intan - ostatnim zachowanym holenderskim moście zwodzonym - robię krótką przerwę i wracam na stację kolejową. Pora pokręcić się po centrum

Ze stacji Juanda idę prosto na potężny Merdeka Square, Plac Niepodległości, z którego w niebo strzela wielgachny Monumen Nasional. W pełnym słońcu przemykam pod nim i kieruję się na zachód, gdzie stoi Muzeum Narodowe. Chowam się w cieniu eleganckiego ogrodu przed pięknym, kolonialnym budynkiem i idę obejrzeć przepastną wystawę, która daje świetny przedsmak tego, jak zróżnicowanym krajem jest Indonezja.   




Gdy robię się głodny, wchodzę w wąskie uliczki centralnej Dżakarty w poszukiwaniu dania, o którym mnóstwo słyszałem i na które czekam od dawna - gado-gado, czyli  swoistej sałatki z… sosem z orzeszków ziemnych. To de facto blanszowane warzywa, podawane z jajkiem na twardo, ryżowymi krakersami i masą słodkiego sosu z orzeszków ziemnych. Obłędne! Popijam to cudo słodkim es cendol, czyli mrożonym napojem z mleka kokosowego i cukru palmowego z zielonymi farfoclami z mąki ryżowej i zadowolony ruszam w kierunku dzielnicy Lapangan Banteng. Mam szczęście, bo akurat jest weekendowy Dzień Bez Samochodu (w praktyce kilka godzin), więc drepczę sobie szeroką aleją, która zwykle zapchana samochodami i skuterami pęka w szwach. 





Zatrzymuję się w dość osobliwym punkcie: po lewej mam piękną Katedrę, a po prawej potężny i nie mniej atrakcyjny Masjid Istiqlal, czyli najważniejszy meczet w mieście. Pod jego sięgającym 90 metrów minaretem mieści się pięć pięter, a cały budynek może pomieścić nawet 200 000 wiernych.   Mam szczęście, bo słońce się powoli zniża i spod kolejnej kolonialnej perełki Dżakarty - budynku sądu najwyższego - udaje mi się uchwycić bardzo spokojny i pokojowy obrazek zachodu nad stojącymi ramię w ramię kościołem i meczetem. W ciepłym świetle udaje mi się jeszcze zobaczyć budynek Ministerstwa Finansów, czyli dawny Witte Huis (skąd Holendrzy administrowali swoim kolonialnym imperium) oraz elegancką rezydencję komandora holenderskiej armii. 








Dzień kończę z przytupem w wystawnej restauracji Oasis Heritage - chcę spróbować słynnego rijstafel, którym zajadali się kolonizatorzy. Tradycyjnie był to solidny posiłek, na który składało się mnóstwo dań z ryżem w roli głównej (sama nazwa oznacza z resztą „ryżowy stół”). Dziś to głównie atrakcja i posiłek wystawny. Rijstafel pojawiał się nawet kiedyś jako danie pokazowe w klasie biznes podczas lotów holenderskich linii lotniczych! W Oasis czeka na mnie prawdziwy show. I nie chodzi o same wnętrza, które przenoszą w czasie, ale o przedstawienie, które towarzyszy mojej kolacji. 10 różnych dań do mojego stolika, w rytm wybijany na tradycyjnym gongu, przynosi zastęp 10 dziewcząt w tradycyjnych strojach. Każda z nich nakłada mi odrobinę na talerz i tanecznym krokiem okrąża stolik, robiąc miejsce swojej następczyni. Trwa to wszystko dobre 10 minut, po czym robimy sobie pamiątkowe zdjęcie, a ja rzucam się wygłodniały na pyszne jedzenie. Nie spodziewałem się czegoś takiego!   








Pękam, ale nie odmówię sobie typowego deseru, czyli słodkiego martabak. Wybieram dość hipsterską sieciówkę Martabak Boss, gdzie zamawiam puszystą wersję z czekoladą, orzeszkami ziemnymi i… żółtym serem. To podobno najbardziej klasyczna wersja, więc nie wybrzydzam i ciekawy smaku obserwuję młodą ekipę za ladą. Długo nie muszę czekać i chwilę później próbuję puszystego ciasta, do złudzenia przypominającego mi biszkopt. A nadzienie? Cóż, za słodkie nawet dla mnie, ale sera nie czuć! Siedzę tak sobie na małym stołku na chodniku i obserwuję ludzi, skutery, ciemniejącą noc. To był przemiły dzień. 




INFORMCJE PRAKTYCZNE
JAK LECIEĆ: Do Dżakarty dolecicie z Europy (z przesiadką na przykład w Amsterdamie, Stambule albo Dosze) albo niedrogo liniami Air Asia z Kuala Lumpur. Z lotniska do stacji kolejowej Gambir w centrum dojedziecie autobusem firmy Damri za 40 000 Rp. 

GDZIE SPAĆ: Jeśli szukacie niedrogiego hostelu, bardzo polecam Capsule Hotel Old Batavia z pokojami prywatnymi albo kapsułowymi dormitoriami. Śniadanie w cenie, blisko stacja kolejowa Cikini. A jeśli szukacie hotelu, sprawdźcie nowiutki hotel Mercure Jakarta Cikini, położony tylko kawałek dalej, ze świetnym bufetem śniadaniowym w cenie noclegu, basen na dachu i świetnym widokiem na miasto. I cudowną obsługą, która zrobiła mi urodzinową niespodziankę!  

CO ROBIĆ: Jeśli chcecie spróļować tradycyjnego rijstafel, zajrzycie do Oasis Heritage Restaurant - warto! 

WARTO WIEDZIEĆ: Na większe dystanse w mieście najwygodniej poruszać się skuterowymi taksówkami - zainstalujcie na telefonie aplikację GO-JEK, wybierzcie na mapie punkt rozpoczęcia i zakończenia trasy i gotowe. Nawet za długie przejazdy płaciłem niewiele. Uwaga: potrzebny jest dostęp do internetu w telefonie - lokalna karta SIM lub roaming. 




ZOBACZ

0 komentarze