Azja Hoi An

Hoi An - co zjeść w najsmaczniejszym mieście Wietnamu

1:50 AMFilip

Hoi An to rzędy kolonialnych willi schowanych w gęstych krzewach bugenwilli, żółte fasady upstrzone zielonymi okiennicami i wąskie uliczki oświetlone falującymi na wietrze czerwonymi lampionami. To perełka, która jest definicją kolonialnej Azji. I jak dla mnie to najpyszniejsze miejsce Wietnamu. 


Do miasteczka docieram bardzo wcześnie, więc półprzytomny zaczynam…od kawy oczywiście! Tej wietnamskiej dla mnie nigdy za wiele, zamawiam więc filiżankę w kawiarni The Hill Station i siadam na malutkim balkonie wyglądającym na ruchliwą ulicę. Choć z reguły piję czarną i bez cukru, nie potrafię sobie odmówić wietnamskiej kawy ze słodkim mlekiem skondensowanym. Głęboki i nieco czekoladowy aromat czarnego naparu w połączeniu z gęstym mleczkiem nie ma sobie równych. Siorbiąc kremową kawę rozglądam się po okolicy, wciąż jeszcze lekko wilgotnej i błyszczącej po niedawnym deszczu. Piękny poranek. 




Nie tracąc czasu idę prosto do hotelu, gdzie wita mnie bardzo sympatyczna menadżer recepcji Anh. - Jeszcze wczoraj był piękny słoneczny dzień, nie mam pojęcia skąd ten deszcz! - rzuca z lekkim uśmiechem, widząc chyba moją lekką konsternację. W Hanoi trochę wymarzłem, naprawdę liczyłem na dużo słońca! Przez chwilę wyciągam się na wielkim łóżku w moim pokoju w stylu kolonialnej hacjendy i zaglądam do hotelowej restauracji: mam tu umówione spotkanie z szefem kuchni Quang Nguyen, którego chcę wypytać o niuanse jedzenia z Hoi An. - Potrawy tu są bardziej świeże niż na północy, bo używamy innych ziół. Są też mniej kwaśne niż na przykład w rejonie Ho Chi Minh - tłumaczy. Przez ostatnie piętnaście lat pracował za równo w Hanoi, jak i w HCMC, więc wychwycenie tak drobnych różnic nie sprawia mu problemu. - To właśnie uwielbiam w kuchni Wietnamu: każdy region ma swoje własne i niepowtarzalne smaki i przyprawy, bardzo różniące się od siebie. Gotując mogę więc sięgać po mnóstwo różnorodnych aromatów, dowolnie je mieszać i za każdym razem tworzyć inne połączenia. Możliwości są praktycznie nieograniczone! - od samego słuchania zaczynam głodnieć, więc notuję jeszcze kilka punktów, żegnam się i wychodzę na zewnątrz. Słońce znów świeci, a uśmiechnięta od ucha do ucha Anh czeka na mnie z rowerem. To najlepszy sposób odkrywania Hoi An i rewelacyjnych restauracyjek pochowanych w jego wąskich uliczkach. W wielu z nich serwuje się dania, które można zjeść tylko w Hoi An. Czego więc warto spróbować?





NAJLEPSZA NA ŚWIECIE BANH MI 
Jedną z rzeczy, których nie sposób sobie rano odmówić jest świeże pieczywo - wycieczkę kulinarną po Hoi An zaczynam od najsłynniejszej w mieście banh mi, czyli kanapki z chrupiącej bagietki. Zaglądam do niewielkiego sklepu Banh Mi Phuong, który zyskał prawdziwie międzynarodową sławę po tym jak Anthony Bourdain w jednym ze swoich programów telewizyjnych serwowane tu kanapki ochrzcił najlepszymi na świecie. Nie wiem jak moja kanapka ma się do całego świata, ale to bez dwóch zdań najlepsza banh mi jaką jem w Wietnamie. Chrupiąca bułka, nasączona lekko w środku jasnym mięsnym sosem i maźnięta gęstym majonezem, jest wypełniona po brzegi pieczonym, smażonym i grillowanym mięsem, pasztetem, świeżą kolendrą i plasterkami pomidora. Odrobina ostrego sosu chilli dodaje kanapce wigoru, a obowiązkowy papier z odzysku i gumka recepturka trzymają to wszystko w kupie. Nie dziwię się wcale, że Bourdain tak nad nią wzdychał - ta kanapka to niemal ekstatyczna rozkosz.





Najlepsza kanapka na świecie - banh mi
OSOBLIWE BANH BAO VAC
Na brak energii teraz nie narzekam: wracam na siodełko i zanim spróbuję innej sztandarowej potrawy Hoi An, robię sobie krótką wycieczkę po okolicy. Poruszanie się po niej jest niezwykle łatwe, bo trzy główne i najciekawsze ulice miasteczka są do siebie równoległe. Robię więc na rowerze wielkie S, które kończę przy głównym targu, otoczonym teraz przez gęsty tłum sprzedawców. Na straganach piętrzy się wszystko: od mięsa i ryb, przez owoce i warzywa, aż po artykuły gospodarstwa domowego. W przysadzistym budynku targowym znajduje się kilka garkuchni, gdzie próbuję słynnych white rose dumplings, czyli pierogów biała róża. - To prawdziwa wizytówka Hoi An: nie spróbujesz ich nigdzie indziej! Swoją nazwę zawdzięczają wyglądowi: cienkie ciasto ryżowe, z którego są ulepione, przypomina delikatne płatki róży. W środku znajduje się krewetka albo mięsne nadzienie. Nasi goście bardzo je lubią! - tłumaczył mi wcześniej szef Quang. To bardzo przyjemna i lekka przekąska, która nad wyraz dobrze pasuje do eleganckiego Hoi An. Ale uwaga: paradoksalnie czasem ciężko ją znaleźć!  







www.goasiadaytrip.com
PRZEPYSZNE CAO LAU
Gdy solidnie głodnieję, wybieram się do niewielkiej restauracji Cao Lau 474 przy ulicy Cua Dai - schowana za ukwieconym żywopłotem serwuje najpyszniejsze w Hoi An cao lau. To danie z makaronu ryżowego, którego grube i sprężyste niczym żelka nitki podaje się ze słodkim, lekkim sosem, świeżymi ziołami i plastrami pieczonej wieprzowiny. Szczypta prażonych orzeszków i ryżowe chrupki dodają całości przyjemnej chrupkości. - Prawdziwy makaron do cao lau produkuje się w Hoi An tylko w kilku miejscach, to danie lokalne jak mało które - tłumaczył mi szef Quang, który sam cao lau uwielbia. Tak jak i ja: jest niezwykle świeże, sycące i ma tyle różnych aromatów, ile może mieć tylko kuchnia Wietnamu. To pozycja najbardziej obowiązkowa! 


Jeden z faworytów mojego wyjazdu - słodki, słony i lekko pikantny cao lau.


ZASKAKUJĄCY COM GA
Jeśli z jakiegoś powodu nie macie ochoty na nudle (albo macie ochotę na drugi obiad, co jest bardziej prawdopodobne), koniecznie spróbujcie jeszcze innego dania, z którego słynie Hoi An. - Nasz ryż też jest wyjątkowy! - chwalił się rano z zadowoleniem szef Quang, a miał na myśli com ga czyli ryż gotowany w drobiowym bulionie. Jest tak słodki, kremowy i bogaty w smaku, że to niemal danie samo w sobie. Podaje się go z cebulą, kawałkami mięsa, lekką zupą i oczywiście solidną garścią świeżych ziół. Niby proste, ale powalająco smaczne. Nawet ryż jest tu pyszny!  

Com ga czyli ryż gotowany w drobiowym bulionie. Pycha!


Kulinarny maraton kończę wietnamskim deserem - od starszej, uśmiechniętej pani kupuję kubeczek słodkiej zupy z soi, tapioki i mandarynkowej skórki. Z kleksem mleczka kokosowego na wierzchu jest idealnym zwieńczeniem obiadu. Wskakuję z powrotem na rower, bo koniecznie chcę jeszcze zobaczyć wybrzeże - jestem spragniony palm, piasku i słońca! Przyjemna droga przez pola ryżowe zajmuje mi pół godziny. Choć plaża niedaleko Hoi An jest długa i szeroka, niekoniecznie nadaje się do leniuchowania, a jeszcze mniej do kąpieli (za wyjątkiem krótkich odcinków). Spędzam więc na niej dwa kwadranse przechadzając się wzdłuż rzędów smukłych palm kokosowych i wracam do hotelu. Jego basen okazuje się prawdziwą oazą, więc w ciszy i spokoju wyciągnięty na leżaku mogę odpocząć przed dalszą podróżą na południe Wietnamu. To był naprawdę smaczny dzień! 











JAK I KIEDY JECHAĆ: Hoi An leży w środkowej części Wietnamu, niespełna 900 km na południe od Hanoi. Dojazd z Hanoi (lub alternatywnie z Ho Chi Minh) często kursującymi autobusami turystycznymi (open bus) albo pociągiem lub samolotem do oddalonego o 30 km miasta Danang i dalej taksówką. W środkowej części kraju, w przeciwieństwie do północy, występują dwie pory roku: sucha i deszczowa, najcieplej więc jest od lutego do maja (wtedy też w mieście jest najwięcej turystów).

WIZA: Jest wymagana - najtańsza opcja to wyrobienie promesy online jeszcze przed wyjazdem,  a faktyczniej wizy na lotnisku po przylocie (w Hanoi lub Ho Chi Minh). Najtańsza opcja, którą udało mi się znaleźć (i z niej skorzystałem) to strona www.cheapvietnamvisa.net - płacicie online 8USD, po 3 dniach dostajecie promoesę w PDF, drukujecie, pokazujecie na lotnisku, płacicie 25USD (lub odpowiednik w EUR) i otrzymujecie wizę. Potrzebne zdjęcie.  Alternatywnie możecie wizę wyrobić w ambasadzie Wietnamu przed wyjazdem, ale wychodzi sporo drożej i trzeba się tam wybrać. 

CO ROBIĆ: Niespiesznie chłonąć cudowną atmosferę miasteczka - pieszo albo na rowerze. I koniecznie spróbować dań, z których słynie! 

GDZIE SPAĆ: Miałem okazję przetestować czterogwiazdkowy hotel Mercure Hoi An Royal i szczerze mogę go polecić. Mercure oferuje 96 pokoi w trzech kategoriach, dobrą restaurację  serwującą tradycyjne potrawy z Hoi An i wspaniały basen. W cenie noclegu świetny bufet śniadaniowy. Hotel jest trochę oddalony od centrum, ale nieodpłatnie wypożycza gościom solidne rowery. Obsługa jest naprawdę świetna i co najważniejsze, nie krępuje nadmierną życzliwością. Rezerwacje i więcej informacji na www.





ZOBACZ

0 komentarze