Japonia onsen

Onsen i ryokan, czyli kwintesencja tradycyjnej Japonii

8:15 AMFilip

Od początku widziałem, że chcę ich spróbować - onsen i ryokan, tajemniczo brzmiące wytwory japońskiej kultury, opisywane często jako esencja tego kraju. Wyobrażałem sobie cuda-wianki i wiele się nie pomyliłem. Ale po kolei. 


W całej Japonii są tysiące gorących źródeł. Duża aktywność wulkaniczna tego obszaru sprawia, że wzdłuż i wszerz całego kraju wybija spod ziemi gorąca woda - o różnym składzie i właściwościach. Tradycyjnie, w miejscach, gdzie znajdowały się źródła, tworzono publiczne łaźnie i kąpieliska, w których Japończycy szukali ukojenia i remedium na przeróżne choroby. Dziś onsen, czyli właśnie gorące źródła, są osią przemysłu turystycznego Japonii. Wyglądają bardzo różnie: mogą być zewnętrzne (rotenburo) lub znajdować się w budynkach, mogą mieć formę znanych nam basenów, naturalnych, skalnych zbiorników lub drewnianych balii, mogą też jako footbath znajdować się pod niewielką wiatą w centrum miasta czy wreszcie mogą być zarówno publiczne (zwykle w formie sporych kompleksów) lub prywatne - na przykład jako niewielkie rotenburo na tarasie tradycyjnego ryokan. No właśnie - a ryokan? To tradycyjne pensjonaty, które wywodzą się z japońskiej epoki Edo. Podróżnicy mogli w nich zaznać prawdziwej gościnności i odpoczynku podczas długich podróży po kraju. W niewielkich pokojach wyłożonych matami tatami czekał na nich cienki materac futon i niewielki dzbanek ciepłej matcha - zielonej herbaty. Wspólne łaźnie, często z gorącą, źródlaną wodą, pozwalały na głęboki relaks, a tradycyjne japońskie śniadanie zapewniało energię na dalszą podróż. I dokładnie tak to wygląda też dziś. 

Do Nagoi docieram późnym wieczorem - trochę zmęczony i przytłoczony zupełnie niezrozumiałym językiem, jak dziecko we mgle szukam swojego hostelu. Plątanina wąskich uliczek nie ułatwia sprawy, ale po piętnastu minutach kluczenia pod neonami i zwojami zwisających zewsząd kabli docieram na miejsce. Loguję się w swojej ciasnej kapsule, podkurczam nogi i zasypiam. Nie jest źle. Wcześnie rano biegnę na przystanek autobusowy, pochłaniając po drodze banana i ryżową kulkę - nie znalazłem jeszcze innego sposobu na tanie i sycące śniadanie. Po niespełna trzech godzinach ekspresowy autobus dociera do Takayama, punktu wypadowego w Alpy Japońskie. To przyjemne miasto, w którego centrum jest kilka uliczek z tradycyjną, starą zabudową. Bardzo klimatyczna okolica. Zatrzymam się tu na chwilę w drodze powrotnej, więc wsiadam do niewielkiego, lokalnego autobusu i po godzinnej wycieczce krętymi drogami docieram do Hirayu Onsen. Krajobraz jest tak czysty i surowy, że mam wrażenie obcowania z japońskim archetypem.

Takayma to ruchliwy węzeł komunikacyjny i główny punkt wypadowy w Alpy Japońskie
W starym centrum są teraz głównie sklepy z pamiątkami i małe restauracje, ale nastrój panuje nie z tej epoki
Górska droga do Hirayu Onsen, schowanego w dolinie, daje przedsmak tego, co czeka nas na dole

Zanim zwracam uwagę na japońskie detale, czuję się trochę jak w tyrolskiej dolinie, otoczony górskimi zboczami. Drzewa robią się już lekko żółte i czerwone, więc wokół mnie roztacza się bajkowy krajobraz. Opuszczam malutką stację i stromą uliczką idę na poszukiwanie swojego ryokan - choć to trochę kosztowna zabawa, jak można nie spróbować go w Japonii? Hirayu Onsen jest malutkie (do tego puste i bardzo spokojne), więc kilka minut później wchodzę przez cicho przesuwające się drzwi do Tsuyukusa. W pensjonacie krząta się starsza Japonka. Nie zna ani słowa po angielsku, więc przez 20 minut próbujemy - głównie na migi - porozumieć się i sprzedać swoje racje. Ona: że za wcześnie (faktycznie, była 12:00). Ja: że chcę tylko zostawić plecak. Niby to samo, ale zajęło nam to trochę czasu i było dość zabawne. Udało się.




Zrzucam plecak w kącie i idę prosto do największego onsen w miejscowości - Hirayunomori. Zostawiam ubrania w bambusowym koszu i golusieńki wychodzę do pięknego parku z widokiem na góry, w którym między klonami chowa się 7 kamiennych basenów z gorącą wodą. Jestem jedynym obcokrajowcem w zgrai gołych Japończyków, więc trochę mi nieswojo, ale w cudownie cieplej wodzie szybko o tym zapominam i kontempluję otoczenie. Jest przepięknie - każda minuta drogi do tej małej, górskiej miejscowości była tego warta.


Hirayunomori 7 basenów znajduje się w parku, a jeden - razem z sauną - w budynku . Panie i panowie osobno, na golasa.
W Hirayu, jak w wielu miastach i miasteczkach w Japonii, znajdują się publiczne footbath - świetne na chłodne dni!
Nazajutrz, wcześnie rano - bo o 7:30 - właścicielka serwuje tradycyjne śniadanie w stylu kaiseki. Klęczę na macie przy niziutkim stoliku, a przede mną kilkanaście misek, miseczek i małych talerzy. Po środku stoi coś na kształt lampionu, na czym leży suchy, klonowy liść, a na nim zgrabnie uformowana mieszanina grzybów, ryby, sosu sojowego i pewnie piętnastu innych składników, których nazw nie znam. Poza tym dostaję miseczkę miso, ryżu, jedno jajko, wędzonego łososia, japońskie pikle, trochę warzyw, suszone nori i oczywiście dzbanek zielonej herbaty. Do tego jeszcze kilka nieznanych mi składników - drobnych i kolorowych jak z obrazka. Fajne doświadczenie - jeśli nie dla ciepłych źródeł, warto tu było jechać dla tego śniadania! 

Tatami, zielona herbata i papierowe, przesuwane drzwi - co może być bardziej japońskie?


W malutkiej Cafe Mustache spróbowałem wreszcie kawy parzonej w tradycyjnym, japońskim syfonie - jest bardzo delikatna, ale mocno aromatyczna
Przed wyjazdem chcę jeszcze wypróbować bardzo przytulnego rotenburo, które jest w moim pensjonacie. Na niewielkim tarasie z widokiem na góry stoi wielka, drewniana balia z parująca wodą. Wskakuję do niej i odpływam - nie wiem czy przez ostre i czyste, górskie powietrze, przez gorącą wodę czy dlatego, że najadłem się jak mops. Jest po prostu cudownie.



JAK I KIEDY JECHAĆ: Japonia pełna jest wspaniałych onsen. Hirayu Onsen jest dobrym rozwiązaniem, jeśli będziecie w Nagoi albo po drodze z Tokio na południe. Dojedziecie tam lokalnym autobusem firmy Nohi Bus z miejscowości Takayama. Tu z kolei dotrzecie autobusem ekspresowym albo szybkim pociągiem (z Nagoi, Tokio i innych miejscowości). Najprzyjemniej i najpiękniej jesienią!

GDZIE SPAĆ: Warto wypróbować tradycyjny ryokan. To dość droga zabawa, jednak przyzwoity Tsuyukusa udało mi się upolować na www.booking.com za 250 zł z tradycyjnym śniadaniem. Dostępna też opcja z obiadem.

CO ROBIĆ: Wymoczyć się w gorących źródłach! W Hirayu zdecydowanie polecam Hirayunomori - całodniowa wejściówka kosztuje 500 jenów. Można się tu też zatrzymać (i w cenie noclegu korzystać z kąpieli całą dobę).




ZOBACZ

0 komentarze