Cephalonia Europa

Wino, oliwki i stara Fiesta - czyli Kefalonia w 5 dni

10:06 PMFilip

Skutecznie opierająca się masowej turystyce, pełna ukrytych skarbów, zapachu żywicy i smaku lekkiego wina. Kefalonia sprawiła, że zakochałem się w Grecji. Zupełnie nie wiem, czemu wcześniej się do niej nie wybrałem!


Na wyspie ląduję wcześnie rano. Jest druga połowa września, więc powietrze po nocy wciąż jest chłodne. Słońce wspina się powoli po niebie, gdy na przystani w Argostoli czekam na prom. Pasażerowie rozpierzchają się po okolicy, więc zapuszczam się do sennego miasteczka. Kiedyś jeden z najbardziej ruchliwych portów w Grecji, dziś sprawia wrażenie trochę zapomnianego. Leniwy poranek daje się we znaki także mi, więc powolni idę szeroką promenadą wzdłuż nadbrzeża. Kilka kroków od przystani przytłacza mnie widok opuszczonego, zaniedbanego hotelu, którego nazwy nie mogę wyczytać z wybrakowanego neonu. Kawałek dalej, po przeciwnej stronie ulicy, mieszkańcy kręcą się na targu owocowy. Kupuję tuzin świeżych, słodkich fig, o których tak marzyłem i wchodzę między kolorowe, schludne budynki. Przecinam kilka wąskich uliczek, parę obdrapanych domów i docieram do deptaka Księcia Konstantego - wczesna pora nie daje o sobie zapomnieć, więc zaglądam do małej cukierni i językiem migowym zamawiam espresso i niewielkie, słodkie ciastko. Pulchna Greczynka macha mi na do widzenia. Z mieszanymi uczuciami na temat Argostoli wracam na przystań, skąd słyszę już powolnie cumujący prom. 
Argostoli - stolica wyspy - z niedalekim lotniskiem i głównym portem to świetny punkt wypadowy.
Niedługi rejs do Lixouri po drugiej stronie zatoki wystarczy akurat na złapanie kilku promieni słońca na górnym pokładzie. W przejrzystej, zruszonej wodzie wokół kadłuba pływają trzy wielkie żółwie Karetta, a po paru minutach zza cyplu wyłania się latarnia morska Fanari, której białe, doryckie kolumny świecą w słońcu. Pachnące morzem powietrze robi się coraz cieplejsze i wreszcie czuję, że uciekłem od chłodnej jesieni. W drugim co do wielkości miasteczku Kefalonii nie zamierzać zabawić zbyt długo - w pobliskim sklepię kupuję podstawowy prowiant i z twardym, kozim serem, oliwkami i niedrogim winem Retsina w plecaku odbieram od wesołego Greka wypożyczonego Forda. Dzień spędzam w zachodniej części wyspy na plaży Xi, podziwiając niezwykły spektakl przyrody - wzburzone, turkusowe morze wylewa się na czerwony piasek, uderzając o białe, ostre klify. Znajduję małą tawernę na jednym z nich i ułożony w wygodnym leżaku spędzam popołudnie z książką i czarną, grecką kawą.

Kefalonia jest piękna nie tylko na wybrzeżu - górzysty środek wyspy pełen jest takich pięknych obrazków
Następny dzień - wciąż głodny słońca - postanawiam spędzić na owianych sławą plażach Kefalonii. Przecinam poprzetykany smukłymi cyprysami, skalisty półwysep Palik i bardzo stromą, kręta dróżką zjeżdżam do bajecznej zatoczki i plaży Petani - jak się później przekonam, piękniejszej i bardziej spokojnej niż sławna Myrtos. Stara Fiesta błaga o litość, więc przedpołudnie spędzam przy zimnej lemoniadzie, zastanawiając się, jako to możliwe, że jestem niemal sam w tak przepięknym miejscu. Przejrzysta woda leniwie rozpływa się na drobnych, białych kamieniach. Wyciągam się na nich i nie myśląc o niczym, pozwalam cudownemu ciepłu przenikać moje ciało. 
Kameralna, cicha i spokojna - plaża Petani to mój zdecydowany numer 1

Słońce jest już wysoko, chowam się więc w samochodzie i bardzo spektakularną drogą przyklejoną do stromego zbocza jadę na północ. Atramentowe morze niezwykle spokojną taflą rozlewa się aż po horyzont, migocząc odbitym światłem. Docieram do ostrego zakrętu, skąd wyraźnie widzę plamę oślepiającego piasku, wciśniętą między dwa wysokie zbocza. Myrtos to jedna z najbardziej znanych greckich plaż - choć widziałem piękniejsze miejsca, robi na mnie wrażenie. Jak cząstka pomarańczy, przyciśnięta do majestatycznych klifów, delikatnie znika w krystalicznej, błękitnej wodzie. Zjeżdżam krętą drogą w dół i dopiero na miejscu zdaję sobie sprawę, jak długa i szeroka jest Myrtos. Nie wieją tu silne wiatry, co w połączeniu ze słońcem w zenicie sprawia wręcz nieznośne uczucie. Jest pięknie, ale nie tak kameralnie jak na Petani, więc zakładam słuchawki i odcinam się od turystyczno-wakacyjnych hałasów. 
Obrazek z pocztówek i główna atrakcja wyspy - słynna plaża Myrtos - robi duże wrażenie swoją wielkością i oślepiającym kolorem
Chcę dziś dotrzeć na północ wyspy, więc rozstaję się z Myrtos. Zanim dotrę do oddalonego Fiscardo, zatrzymuję się na krótką przerwę w niewielkim Asos. Stroma droga w dół pozwala podziwiać majaczące w słońcu ruiny XVI-wiecznej twierdzy, rozrzucone na górzystym cyplu po drugiej stronie miasteczka. Asos - z eleganckimi alejkami, bujnymi krzewami bugenwilii i kolorowymi willami - przypomina mi włoską riwierę. Zacumowane w niewielkiej zatoczce jachty leniwie kołyszą się na przejrzystej wodzie, a ja mam wrażenie, że nie dryfują, a stoją na kolorowym dnie. Kupuję trochę wielkich oliwek o intensywnym smaku, kilka pomarańczy i wracam na trasę. 
Niewielkie Asos przykucnęło przy pięknej, spokojnej zatoczce
Jest niezwykle zadbane i kolorowe
A do przejrzystej, ciepłej wody trudno nie wskoczyć
Gdy droga zaczyna się spłaszczać, a w oddali widzę wyraźny zarys Itaki, wiem, że zbliżam się do Fiscardo. Zostawiam samochód na małym placyku przy starym kościele z charakterystyczną, potrójną dzwonnicą i głodny jak wilk idę w stronę morza. Fiscardo to jedyne miasteczko Kefalonii, które praktycznie bez szwanku wyszło z potężnego trzęsienia ziemi w 1953 roku. Niestety, większość antycznych budynków na wyspie uległa wówczas zniszczeniu. Tu jednak naprawdę mogę cofnąć się w czasie. Stromymi schodami wzdłuż pięknych, kolorowych kamieniczek schodzę do kameralnej przystani w niedużej zatoce. Wzdłuż wybrzeża cumuje mnóstwo jachtów - podobno przypływa tu wiele sław. Zajmuję stolik przy samej wodzie i czując się jak w Saint Tropez podglądam opalonych ludzi na błyszczących pokładach. Zamawiam pyszne Mussels Saganaki - smakujące morzem małże w słodkim, pomidorowym sosie z serem feta - lampkę Retsiny i pajdę chrupiącego chleba. Jestem w raju.

Fiscardo - jako jedyne na wyspie - może pochwalić się starymi zabudowaniami
Mnóstwo tu uroczych uliczek, bram i zakamarków, po których można się plątać do zapomnienia 
W marinie Fiscardo godzinami można podglądać ruch na cumujących jachtach

Nazajutrz jadę do drugiej - obok plaży Myrtos - wizytówki Kefalonii: jeziora Melissani. Wcześniej zatrzymuję się jednak w nieodległym Sami, które szczyci się pobliskimi ruinami antycznego miasta. Okazuje się, że to porozrzucane kupki kamieni i miejscami brakuje mi wyobraźni, żeby zobaczyć w nich rysy zabudowań. Chwilę podziwiam piękny widok na pobliską Itakę i jadę do Melissani - ta mityczna jaskinia nimf, otoczona lasami, kryje w sobie podwodne jezioro o niesłychanie turkusowej wodzie.
Antyczne Sami - choć nie bardzo ciekawe - oferuje rewelacyjną panoramę Itaki
Woda w jeziorze Melissani - drugiej obok Myrtos wizytówce wyspy - ma niezwykle niebieski kolor
Kupuję bilet, przechodzę przez bramki i wsiadam do niewielkiej łódki, która przepływa dookoła jeziora. Równo w południe, gdy słońce znajduje się dokładnie nad otworem w sklepieniu jaskini, woda rozjaśnia się i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nabiera intensywnego koloru. W kawiarni obok sklepiku z pamiątkami proszę o grecką frappę i nie tracąc czasu wracam do Sami - chcę złapać prom na Itakę. Jestem jej strasznie ciekaw, bo czy można znaleźć bardziej mityczne miejsce?


Gdy dobijamy do brzegu, orientuję się, że jedyny prom powrotny odpływa późnym wieczorem. No nic, zapowiada się leniwe popołudnie. Przez wąski, górzysty przesmyk przedostaję się do Vathy, głównego miasteczka Itaki. W to gorące popołudnie jest tak spokojne i leniwe, że nawet powietrze sprawia wrażenie nieruchomego. Położne nad sporą zatoczką, otoczoną z trzech stron zabudowanymi wzgórzami, Vathy ma w sobie mnóstwo uroku. Na głównym placu znajduję przytulna kawiarnię i zamawiam lody - zamykam oczy i próbuję wyobrazić sobie, co widział tu Homer. 
Vathy jest tak spokojne i leniwe, że pobyt tu może być kwintesencją odpoczynku
Do powrotu wciąż mam kilka godzin, więc postanawiam zapuścić się na drugi koniec Itaki, do niewielkiego portowego miasteczka Frikes. Wspinam się powoli stromą drogą wzdłuż wybrzeża wyspy, cały czas nie tracąc z oczu Kefalonii po mojej lewej stronie. Klimatyzacja w wysłużonej Fieście zupełnie przestaje działać, więc otwieram okna i wpuszczam do środka pachnące morzem powietrze. Na chwilę zatrzymuję się w Stavros, gdzie na małym placyku przy kościele - z pięknymi widokiem na morze - stoi pomnik Odyseusza i kamienna mapa jego podróży. Nie sposób nie poczuć się tu trochę mistycznie. Stąd droga zaczyna zjeżdżać w dół i docieram do przeuroczej, rybackiej wioski Frikes. Bardzo wąską uliczką dojeżdżam do przystani, gdzie w cieniu sosen chowają się małe tawerny. Wybieram Symposium Taverna i siadam przy jedynym, małym stoliku stojącym na ulicy. - Co mi Pani poleci? - pytam starą Greczynkę, która prowadzi ten lokal swoim domu. Dostaję przysmak Itaki, rybę Savoro, podaną ze słodkimi, czarnymi rodzynkami i rozmarynem. Zachwycony zjadam ją w oka mgnieniu i proszę o kawę i coś słodkiego na deser. Kobieta przynosi mi pyszną, czarną kawę i kawałek ciasta, które musiała upiec tego samego dnia. Promienie zachodzącego powoli słońca przeciskają się między budynkami i ostatni raz padają mi na twarz. Opuszczając Frikes jestem przekonany, że odkryłem prawdziwy skarb. 
Pysznie, domowo i nie najdrożej, na samym końcu małej wysepki - czego można chcieć więcej?
Nadal mam niedosyt słońca, więc kolejny dzień zaczynam na schowanej w niewielkiej zatoce niedaleko Sami plaży Antisamos. Długa i niezbyt szeroka, przywodzi mi na myśl Chorwację - kładę się na gorących, białych kamieniach, które ostro schodzą do wody i odpływam, wsłuchując się jak w mantrę w rytmiczny szum morza. 
Objeżdżając Kefalonię, wystarczy zatrzymać i dojść do morza - nie ma prostszego sposobu na znalezienie cichej zatoczki tylko dla siebie
Po szybkim lunchu czeka mnie dłuższa podróż - jadę na południe wyspy do Skali, która przypomina mi odrobinę polskie miejscowości nadmorskie. Z resztą plaża w Skali nie jest typowo śródziemnomorska - piaszczysta, długa, płaska i szeroka. W miasteczku zamawiam frappe sketo - czarne i bez cukru. Poświęcam parę chwil na wizytę w ruinach rzymskiej willi, którymi chwali się Skala, a które daleko są od moim wyobrażeń o greckich zabytkach i przez resztę wczesnego popołudnia odpoczywam na szarawym piasku plaży w Skali. 
Jedna z turystycznych atrakcji wyspy, która nie musi koniecznie znaleźć się w Waszym planie :)
Na późny obiad jadę do położonej niedaleko sporej, rybackiej wioski Katelios. Wybieram jedną z restauracji przy morzu i zajmuję stolik na plaży. Dzień kończę obfitym, greckim posiłkiem w promieniach zachodzącego słońca i chłodną Retsiną w kieliszku. 
Jeśli świeża ryba, to tylko w wiosce rybackiej i obowiązkowo z kieliszkiem ziemnego, białego wina <3
Moja wycieczka powoli dobiega końca, ale jest jeszcze jeden, bardzo ważny punkt na mojej liście. Kefalonia słynie z produkcji oliwy i pysznych win szczepu Robola, dlatego jeszcze raz jadę wgłąb wyspy i podjeżdżam na wielki dziedziniec winnicy Robola. Sympatyczna obsługa opowiada mi o wykorzystywanych do produkcji szczepach winogron, oprowadza po kompleksie, tłumacząc, jak powstaje wino i proponuje degustację swoich flagowych trunków. Dziękuję, ale kupuję kilka butelek i wychodzę z winnicy z poczuciem, że nic mi nie umknie. Będąc w okolicy, zatrzymuję się jeszcze na chwilę w pobliskim monastyrze Św. Gerasimosa, ale odbudowany po potężnym trzęsieniu ziemi kompleks nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Opuszczam górzyste tereny i kieruję się w stronę południowego wybrzeża Kefalonii. Zanim udam się na lotnisko, chcę zobaczyć ruiny XIV-wiecznej fortecy Agios Georges w miejscowości Peratata. Po raz ostatni podziwiam z nich przepiękną panoramę wyspy i spokojne, ciągnące się po horyzont morze. 
Wina szczepu Robola, produkowane na Kefalonii, są zwykle lekkie i cytrusowe. Winnica ma jednak w swojej ofercie także mocniejsze wersje deserowe - pycha!
Zamek Agios Georges to najlepsze miejsce do podziwiania panoramy południowej części wyspy

JAK I KIEDY JECHAĆ: Sposobów jest kilka: greckie linie lotnicze z Aten (Aegan Airlines lub Olympic Air) - to jednak będzie prawdopodobnie opcja najdroższa. Można polować na tanie bilety od Ryanair (z przesiadką w Londynie, bądź Mediolanie lub Pizie). Wreszcie można wykupić wycieczkę przez biuro podróży (np. Grecos), która w opcji Last Minute może być najtańszym rozwiązaniem (dodatkowo z noclegiem i wyżywieniem). Szczyt sezonu od czerwca do sierpnia i wtedy może być nieznośnie gorąco. Warto wybrać się wiosną lub we wrześniu/październiku. 

GDZIE SPAĆ: Hotele na wyspie dostosowane są do każdego portfela. Warto zajrzeć również na airbnb.com - można upolować fajne mieszkanie z basenem. 

CO ZOBACZYĆ/ZROBIĆ: Słynne plaże: Myrtos, Xi i koniecznie Petani. Wybrać się do Fiscardo i na Itakę. Zobaczyć jezioro Melissani i odwiedzić winnicę Robola. Najwygodniej poruszać się samochodem - polecam wypożyczalnię Pefanis. http://www.pefanis-carhire.com/



ZOBACZ

0 komentarze