Alona Azja

Panglao, Filipiny - numer jeden na mojej liście nurkowania

1:42 PMFilip

Stary wiatrak, kręcąc się głośno pod sufitem, ledwie poruszał dusznym powietrzem w hali przylotów. W rzeczywistości było to niewielkie pomieszczenie, do którego przez rozsunięte, szklane drzwi wdzierał się ostry zapach paliwa lotniczego. Tuż obok stał samolot, a za budynkiem zbierali się już hałaśliwi naganiacze i motorowe taksówki. Typowe, małe lotnisko, które ożywa kilka razy dziennie. Staliśmy w niedużym tłumie zmęczonych turystów i tubylców, wpatrując się jak zahipnotyzowani w krótką taśmę bagażową – obsługa niespiesznie rzucała na nią pierwsze tobołki. Mój wysłużony, żółty plecak jak zwykle na końcu. Gdy tylko wyszliśmy z budynku na zalany słońcem, przykurzony plac, otoczyły nas trzy drobne Filipinki, próbując sprzedać wszelkiej maści bilety, wejściówki i zorganizowane wycieczki. Poprosiliśmy tylko o taksówkę, podaliśmy nazwę hotelu, przeliczyliśmy pesos i chwilę później siedzieliśmy w przyjemnie chłodnym, pachnącym vanie. 


Głośne i komercyjne - to nie jest miejsce dla szukających wytchnienia w kameralnym domku na plaży.






- Niezbyt tu ciekawie… - rzuciłem po kilku minutach jazdy przez zatłoczone uliczki, między niewysokimi, szarymi budynkami. Tagbilaran w istocie nie jest zbyt interesujące, ale nieuniknione dla każdego, kto przybywa na Bohol samolotem czy rejsowym promem. Za tymi drzwiami kryje się jednak atrakcyjna prowincja - Bohol to nie tylko słynne Czekoladowe Wzgórza. To także soczyście zielona dżungla, falujące tarasy ryżowe, dziewicze zatoczki Andy na wschodnim wybrzeżu i wreszcie jedne z najlepszych na Filipinach miejsc do nurkowania wokół wyspy Panglao.

Podczas niedługiej drogi na niewielką Panglao, która leży przy południowym krańcu wyspy Bohol i jest połączona z nią mostem, mijaliśmy pola uprawne, chaty rybaków i plantacje bananów. Sielski krajobraz zakłócał tylko gadatliwy kierowca. Wpatrując się w otoczenie, chłonęliśmy kojącą zieleń palm i błękit popołudniowego nieba. Po niespełna godzinie dotarliśmy do Alona Beach.

Gdy tylko słońce zaczyna powoli znikać z plaży, w oka mgnieniu zmienia się ona w restaurację.

To najbardziej znana i oblegana część Panglao – przez to też bardzo komercyjna. Mnóstwo tu hoteli i hosteli, restauracji, barów, sklepów, kiosków i ulicznych naganiaczy. Mnóstwo też podejrzanych typów, którzy za wszelką cenę próbują sprzedać każdemu bilet czy wycieczkę, reklamując je wypłowiałymi zdjęcia palm i rajskich plaż. Z tym wszystkim przyjdzie pogodzić się każdemu, kto zechce przyjechać tu i zobaczyć rozsławione życie podwodne wokół wyspy. Nie jest to jednak zbyt wygórowana cena – świat pod wodą jest tu tak piękny, że ciężko byłoby go opisać. Prawdę mówiąc większość czasu spędziliśmy pod wodą lub na bangce Tropical Divers, kręcąc się po wyspie tylko wczesnym rankiem i popołudniami.

Rafy koralowe wokół Panglao należą do najbogatszych na Filipinach.
A do nurkowania z żółwiami morskimi nie trzeba wyjątkowego szczęścia.

Alona Beach jest długa, choć dość wąska, zwłaszcza przy silnym przypływie. Zdecydowanie poszerza się na wschodnim krańcu, tworząc wygodną, płaską przestrzeń dla plażowiczów. Nad jasnym i drobnym piaskiem leniwie chylą się palmy kokosowe, a wzdłuż brzegu ciągnie się betonowe nadbrzeże, pełniące rolę deptaka i miejsca na barowe ogródki, poprzetykane leżankami do masażu. I choć nie jest tu zbyt kameralnie, to mimo wszystko można spędzić bardzo przyjemny wieczór przy świeżych krewetkach, zimnym mango daiquiri i muzyce na żywo.




Gdy ostatniego dnia wracaliśmy z nurkowania w Diver's Heaven przy wyspie Balicasag, słońce powoli zbliżało się już do horyzontu. Nasza bangka przecinała spienione fale, kołysząc się przyjemnie. Siedziałem na jej dziobie, czując na twarzy zimne krople wody i słony wiatr we włosach. Patrzyłem przed siebie, na bezkres turkusowej wody, na wyłaniające się zarysy lądu i starałem się dokładnie zapamiętać, co czuję. Jak smakuje szczęście.     

Balicasag to niewielki skrawek lądu otoczony rafą -  tu właśnie są najsłynniejsze dive spoty.

JAK I KIEDY JECHAĆ: Z Manili lub Cebu lecimy do Tagbilaran na wyspie Bohol. Stamtąd taksówką lub busem w dobre pół godziny dostajemy się praktycznie na samą Alona Beach. Najprzyjemniej w drugiej połowie lutego i w marcu.

CO ROBIĆ: Nurkować, nurkować i jeszcze raz nurkować. Rafa wokół wyspy Balicasag to jedno z najpiękniejszych miejsc pod wodą, jakie widziałem.

WARTO WIEDZIEĆ: Alona Beach jest mocno komercyjna. Przygotujcie się na irytujących nagabywaczy. Nie dajcie się też naciągnąć na oglądanie rekinów wielorybich - wycieczka trwa cały dzień, a rekiny obserwuje się z łódki podczas nienaturalnego dla nich karmienia przez tubylców. Dość to smutne.

       
   



ZOBACZ

0 komentarze